J K R S Z
K

Koczot Władysław

Urodzony 31 stycznia 1953 w Czarnymstoku. Pracuje na roli, ukończył szkołę podstawową w tejże miejscowości. Debiutował w 1975 na łamach Zielonego sztandaru. Jego wiersze odtąd publikowane są w: Zielonym Sztandarze, Chłopskiej Drodze, Rolniku Spółdzielcy, Gromadzie - Rolnik Polski, Kamenie, Biuletynie Informacyjnym Stowarzyszenia Twórców Ludowych, Twórczości ludowej.
Pierwszy tomik wierszy Władysława - " Z pól i łąk" wydany nakładem Ludowej Spółdzielni Wydawniczej ukazał się w roku 1990.. Jego utwory drukowane były ponadto w VI i VII tomie antologii "Wieś tworząca", poetyckim katalogu chleba "Nasz chleb powszedni" wydanym nakładem Muzeum Wsi Lubelskiej (1983, s. 20), transmitowane w audycji radiowej nadawanej w niedzielne poranki - "Kiermasz pod kogutkiem" w I programie Polskiego Radia.
Oprócz poezji Władysław Koczot zajmuje się publicystyką - na łamach Zielonego Sztandaru pisze o sprawach nurtujących jego ukochaną mała ojczyznę - wieś Czarnystok. Za tę działalność uhonorowany został w 1980 roku nagrodą publicystyczną im T. Nocznickiego przyznawaną przez Redakcję Zielonego Sztandaru, posiada również odznakę Zasłużony Działacz Kultury.
Jako znany i ceniony poeta ludowy zarejestrowany jest w zbiorach Archiwum Literatury Ludowej Muzeum Wsi Lubelskiej.1


HAFT   FOTO   KWIATY

Komornik Leokadia opowiada o sobie 

Pochodzę z biednej rodziny, moja matka miała majątek, ale bracia jej zabrali w tamtą wojnę. Pamiętam jeszcze tamtą wojnę, pamiętam z opowieści i to co widziałam, byłam wtedy jeszcze małym dzieckiem.
Matka wychowywała nas jak mogła - miała sześcioro dzieci - żyła prawie z igły (szyła dla ludzi); ojciec pojechał do Rosji, tam za jakąś potrzebą - za córką, bo córka uciekła do Rosji przed narzeczonym i on pojechał za nią. Zginął podczas rewolucji. Ojca nie pamiętam.
Potem chodziłam po służbach, bo jakoś trzeba było żyć. Pochodzę z Teodorówki z biłgorajskiego powiatu, z domu nazywam się Paszko. Tutaj (do Podborcza) przyszłam na służbę i tu się zapoznałam ze swoim mężem - wyszłam za niego. Bardzo dobry był. Bardzo piękny był.
Miałam już tę smykałkę w ręce, żeby coś robić; zawsze coś robić, ale byłam jeszcze zapędzona. W polu pracowałam, jak to u ludzi - trzeba było. A później, jak wyszłam za mąż, to już wzięłam się za robotę, za swoją... Wyszywałam - Bóg wie komu ile ja tego już nawyszywałam - drogę do Warszawy by wyścielił może; ile ja pamiątek pozostawiłam po sobie. Będa ludzie dobrze wspominać.
Nikt tego nie robił, i nie robi, co ja narobiłam i kwiaty robiłam... Teraz przeważnie robię kwiaty, już jestem w wieku dalekim, juz teraz tak się zabawiam tą robotą.
Liczę sobie 93 rok, jeszcze nawlekam igłę bez okularów, bez niczego. Jeszcze synowi przeczytam, bo on nie widzi. Bogu dzięki. Ale dalej, to już bardzo marnie widzę, tylko z bliziutka widzę, bo musi mi to Pan Bóg dał, żebym zabawiała się tym.

***

Tak siedzę, tak w samotności smutno, ale bardzo dobrze - bo ile chcę, tyle się modlę, ile chcę, tyle śpię - nikt mi głowy nie zawraca. Ale mi ciężko i smutno. Ale daj Boże do końca życia tak chodzić, jak jeszcze chodzę na swoich nogach i wszystko sobie zrobię, wszystko - jeszcze mi nikt nie pomaga. Ile mogę - i ugotuję i upiorę, umyje się, ustroje jeszcze i jeszcze ludziom robię to o co mnie poproszą. O, to wczoraj zrobiłam - pokazuje piękne fioletowego koloru kwiaty - bo to trzeba na Adwent w żałobnym kolorze wyjaśnia.
Marnie słyszęNie wyobrażam sobie jak to będzie beze mnie. Jak beze mnie zostanie to wszystko. Nikt się nie obejdzie.
Do Kościoła ile wierszy trzeba, tyle piszę, do Pierwszej Komunii, na różne Imieniny. Mam swoje wiersze wydrukowane; są w Muzeum w Szczebrzeszynie i w Muzeum w Zamościu. Telewizja też u mnie była... Moje wiersze są także w gminie (w Gminnej Bibliotece).

"Nasza wioska"

piękna nasza wioska cała
co Podborczem się nazwała
u podnóżek lasu gór
domów sadów cały sznur
jest nowy zbudowany
a za mostem łąki łany
a w pobliżu jest i rzeka
która płynie hen z daleka
a przy rzece moc młodzieży
co wykąpać się należy

jest staw wcale już nie młody
i nie traci swej urody
koło stawu jest i lasek
wciąż zielony
trzciną kwieciem ozdobiony
a w tym lasku pełno wrzasku
pełno ptactwa nie wiem po co
tak śpiewają dniem i nocą

a bociany przyleciały
że już wiosna tak myślały
a tu biało co się stało
prawie wiosna przegapiła
zima śniegi rozścieliła na trawie
słońce jaśniej zaświeciło i z tym sobie poradziło
i nazajutrz wszystko znikło
co ma kwitnąć to zakwitło

już wiosna
światło wodę telefony
mamy straż pożarną dla obrony
wszystko mamy i do szkoły dojeżdżamy
bo niestety nasza szkoła pustką świeci
wychowała dużo dzieci
a więc teraz już czas długi
służy tylko na usługi

i tak przemija dzień po dniu
gdy ucicha śpiew słowika
gdy słońce ziemi dotyka
i w nocne cienie składa promienie
i z oczu nam znika
do snu gdy wieczór gwiazdy zapala
żabi koncert słychać nam z dala
jak kumkają po żabiemu
jak śpiewają po swojemu

można usiąść gdzieś na trawie
i przysłuchać się tej wrzawie
a tu ptak leci do swoich dzieci
do swojego gniazda zanim wleci
to mu zaświeci na niebie gwiazda do snu

***

Ułożyłam ten wiersz za dwie godziny prawnukowi, bo mu trzeba było; powiedziałam, że nie dam rady... On podszedł już prawie z płaczem, a ja sobie myśle - nie, ja tu coś zrobię. Spięłam się i zrobiłam, i jeszcze sobie wziął za widnia (rano). I tam (w szkole) dostał I miejsce i tam ten wiersz został zabrany...
Z czasów wojny mam taki wiersz, ołówkiem pisany, już nie można odczytać. Mam o całej wojnie, jak tu było w Radecznicy, jak tu księży zabrali; ja to wszystko pamiętam- pamiętam jak tu było. Same kobiety zostały, bo chłopi byli zabrani do obozu - do Zwierzyńca. Zanim ich zabrali to zgonili ich na podwórze, oni poklękali... Ja to widzę... Tak, a Niemcy obstawili ich z karabinami maszynowymi - gotowymi do strzału.
My, kobiety zostawiłyśmy ich na tym podwórzu i pojechałyśmy furmanką do Radecznicy - chciałyśmy dać na msze - nie było komu, bo nie było księży.
Kościół był zamknięty, więc poklękałyśmy na tych galeriach i tak prosiłyśmy świętego Antoniego, żeby się zlitował, żeby ci chłopi wrócili; znalazł się jakiś ksiądz - siedem mszy odprawił i ci wszyscy chłopi z czasem wrócili, za wyjątkiem dwóch, którzy zostali przez Niemców zabici.
W tym czasie. jak myśmy były w Radecznicy zabrali ich do Zwierzyńca. Szli przez wieś czwórkami, Niemcy po bokach, szosą - tak opowiadali ci, co byli we wsi; jeszcze na polach byli ludzie - my już nie widziałyśmy tego.

***

Tu dużo opowiadać by było o wojnie. Bardzo dużo. Śmierć widziałam, wyratowałam jeszcze czterech chłopców.... W zeszłym roku przyszedł do mnie człowiek z Chłopkowa. Przyszedł mi podziękować za ocalenie jego życia. Bo jemu życie uratowałam. A w jaki sposób. Powiedzieć?
Byłam w Zamościu na tej "dryndzie", co tu taka jeździła - to był samochód, nazywał się "drynda". Jak odjeżdżaliśmy, jeszcze kierowca dał nam bilety - on nie widział, bo był w takiej budzie, a ja zobaczyłam chłopaka z Chłopkowa - Dziurę Józefa, miał 19 lat. W stroju więziennym, bo uciekł Niemcom z Zamościa, i nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Tak się kręcił. Ja go zobaczyłam i krzyknęłam: Józiu - co ty tu robisz? On się spojrzał na mnie. Mówię - wsiadaj, on co tylko sił wsiadł na tę przyczepę.
Nas było dziewięć kobiet na tej przyczepie. Obsiadłyśmy go, on tam tak sobie leżał - przyjechał do domu; ten samochód do Biłgoraja jechał, on wysiadł.. i dopiero ze dwa lata temu przyszedł mi podziękować.
Bo on nie miał się gdzie podziać, a wszędzie było Niemcami obstawione i zaraz by go zastrzelili - bo nie wzięli by go z powrotem do więzienia, tylko by go zastrzelili.
Jeszcze trzemuratowałam życie w Łabuniach. Tam pojechałyśmy z bratową szukać mojego męża, nie wiedziałyśmy gdzie jest, gdzie wywieziony - ktoś nam powiedział, że był w Łabuniach.
Mojego męża nie było w Łabuniach, tylko napotkałam trzech żonatych mężczyzn z Teodorówki - z mojej wioski. Oni mnie zobaczyli - tak, jakby zbawiciela zobaczyli, bo nie wiedzieli co ze sobą zrobić. Prosili, żeby powiedzieć ich żonom gdzie się znajdują. Powiedziałam im, że będzie to załatwione.
Pojechaliśmy do domu, ale słońce już mi zachodziło na Szczebrzeskiej i w nocy dotarłam na Teodorówkę. Żony powiadomiłam, a one jeszcze w nocy poszły szukać swoich mężów. Odnalazły ich - jeszcze nie byli zabrani do Niemiec.
Jeden z nich dziękował mi gdzie mnie tylko spotkał. Już nie żyją wszyscy; a tych dwóch to już nie widziałam wcale. Byli to: Bronisław Olik, Paulin Nawrocki i Kazimierz Ożóg. Z tego, że ich uratowałam jestem bardzo zadowolona.

***

Mąż wrócił zza drutów (tak mieszkańcy Zamojszczyzny nazywają obóz przejściowy w Zwierzyńcu) - z Zamościa prowadzili ich do Lublina, a stamtąd mieli wyjechać na roboty do Niemiec. Mąż wszędzie chodził z bratem, gdy brat jego cofnął się by kupić gazetę od chłopca, co stał na rogu mąż także za nim poszedł. Stanęli i czekają co będzie dalej. A to wszystko szło i poszło.... I co dalej będzie ? Nie wierzyli że żyją i tak zostali.
Szli na piechotęz Lublina, szli nocami, w dzień się kryli, w dziesiątkach siedzieli po polach, bo to były żniwa, a w nocy maszerowali. I przyszli na piechotę.
Jak wrócił zaraz zachorował na tyfus. Do szpitala. To ja sobie tak postanowiłam - już wiadomo jak ja rozpaczałam, z dzieckiem zostałam, z tym Waldkiem, co tu był..., miał wtedy 8 lat - tak sobie postanowiłam Drogę Krzyżową w każdy piątek odmawiać do samej śmierci, jak on wyzdrowieje. I wyzdrowiał.
I tak odmawiam może z raz w życiu opuściłam, jak byłam w szpitalu, jako, że dwa razy byłam operowana. Tak mi się wydaje, że już pilnuje tego. Ozdrowiał i był, potem już chorował; przyszła starość - miał 72 lata jak umarł. Już 15 lat nie żyje. A ja zostałam, chociaż byłam po operacjach i chorowałam całe życie. Miał na imię Michał.
Był dobrymmężem, ładny był, pracowity, ale nie bogaty. Nie było skąd pieniędzy wziąść, ale jakoś się żyło. Jeszcze zazdroszczę dawnym latom - chciałabym się pomieniać, jakie to były wesołe lata - biedne, ale wesołe. Miałam 20lat jak przyszłam tutaj, 70 lat już jestem w Podborczu.

***

Miałam przy schodkach taka kalinę - tylko ona umarzła tamtej zimy, jest teraz taka sucha, a wtedy była jeszcze żywa, kwitła.... I tak sobie stoję pod tą kaliną i przyszło mi do głowy - bo mnie samo przychodzi do głowy - a wtedy jak mam ochotę to piszę, bo sobie zaraz zapomnę. To na schodkach stałam pod ta kaliną; zaraz ten wiersz przeczytam:

"Kalina"

kalina moja kalina
dopiero kwitnąć zaczyna
a jak rozkwitnie będzie pachniała
jak tylko będzie umiała
a jej czerwone korale
będą ozdabiać wspaniale

Tak mi się powiedziało pod ta kaliną. Jak idę ścieżką, jak mnie najdzie, to musze coś robić. Szlam ścieżką, to te stokrotki, o, tutaj jeszcze kwitną. Stokrotki. W całym sadzie bielutko było - to szłam sobie ,o... zaraz o stokrotkach wierszyk:

"Stokrotka"

stokrotka moja stokrotka
wiem ze jesteś malutka

czemu depczesz mnie po główce
skarży się mała stokrotkach
widzisz przecież masz oczy
że jestem taka malutka

Jestem zarejestrowana w w Domu Kultury w Zamościu (w Stowarzyszeniu Twórców Ludowych) - dyplom wisi w pokoju.
Mam kolegę - Stasia Smarkalę - dał mi zdjęcie orkiestry (starego składu) z Zaburza. Ja służyłam u jego matki - ja go wychowywałam, on miał wtedy 9 lat jak ja tam byłam u niego w Chłopkowie. Robiłam mu zadania do szkoły; miał takie zadanie: "opisać, jak spędziłeś wielkanocne święta ". On mnie prosił, żebym mu zrobiła. Jak mu opisałam zaniósł to do szkoły. Panie nauczycielki mówią : " dostaniesz piątkę, ale tyś tego nie zrobił".
On gdzie tylko mnie zobaczył, to zawsze dziękował mi za to i to wspominał sobie. On mi za to, że pomagałam mu w lekcjach pasł krowy w niedziele, a ja chodziłam sobie na zabawy. Był tutaj u mnie - mam go na zdjęciu. Tylko on jeszcze żyje z tej starej orkiestry - wszyscy wymarli - Smarkale, Jaskóły, ile ich tu było, ze 12. Miałam jeszcze zdjęcie z orkiestra zrobione w Radecznicy, na samolocie (na wesołym miasteczku?). Tam się było na co popatrzeć. Dlatego taką znajomość mam z tym Stachem. Tyle mam pamiątki - tylko jego, a on mnie.

Krzak Paweł

Urodził się na Podborczu - szukając żony przywędrował do Czarnegostoku i z tą miejscowością związał całe swoje dorosłe twórcze życie. Był bliskim przyjacielem poety Władysława Koczota - szkic poświęcony obu twórcom znajduje się w rozdziale dotyczącym dziejów wsi Czarnystok.
Jego obrazy - proste w swej treści i sposobie wykonania przyciągają oko uważnego odbiorcy niezwykłym realizmem z jakim Paweł Krzak ukazuje codzienne życie ludzi wśród których żył.
Zadebiutował dość późno, w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Jako człowiek był bardzo bezpośredni w rozmowie i szczery - jako twórca ludowy, w dodatku samouk starał się otaczającą go rzeczywistość ukazać najtrafniej jak umiał.
Jedną z prac Pawła Krzaka prezentował na swoich łamach Zamojski Kwartalnik Kulturalny2 - za zgodą Redakcji pisma udostępniam jego kopię na łamach niniejszej strony; Zespołowi Redakcyjnemu Kwartalnika serdecznie dziękuję za współpracę.

SKRZYPCE

Kucharski Władysław

Urodzony w 1907 roku w Zakłodziu. Od najwcześniejszych lat zajmował się muzyką. Pierwszy instrument muzyczny - fortepian skonstruował w latach okupacji niemieckiej; grał na nim jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia.
Władysława Kucharskiego "odkrył" dla sztuki nauczyciel Stanisław Bryk. Dzięki niemu artysta zapraszany był na występy do Zamościa i Lublina - poznany został w kręgach szkół muzycznych w Szczebrzeszynie i Zamościu. Swoje skrzypce wytwarza z drzewa klonowego i jaworowego - "dobrze sprzedają się na targach sztuki ludowej". Jest członkiem Stowarzyszenia Twórców Ludowych.3


Strona Główna Radecznica

Wszelkie prawa zastrzeżone.



1. Archiwum jako placówka gromadząca na bieżąco i zabezpieczająca materiały z dziedziny literatury ludowej powstała z inicjatywy Stefana Aleksandrowicza przy akceptacji dyrektora Muzeum wsi Lubelskiej - Ryszarda Królikowskiego w październiku 1975 roku.
2. Nr 3 - 4 (68 - 69) 200, s. 10
3. J. Król. Lutnik z Zakłodzia. Tygodnik Zamojski nr 8 z dnia 19. lutego 1988 roku s. 8