Strona Główna



Izak Izrael

Z KOZŁA DOROŻKI


Jeździłem z gestapowcem Rommelmannem opieczętowywać mieszkania po wysiedleńcach żydowskich. Wchodził do mieszkania a znalazłszy ubrania, bieliznę, złoto i pieniądze, zbierał wszystko do walizki. Wracaliśmy do jego biura. Nosiłem jego łupy układałem je w jego szafie.
Gdy spotykał Żyda na podwórku, na miejscu go strzelał. Jeździłem z nim często ulicą. Jeśli Żyd jakiś mu się nie ukłonił, legitymował go, a jeśli nie miał pieczątki, strzelał. Jeżeli miał pieczątkę pracy, pytał, czemu się nie kłania. Gdy Żyd odpowiedział, że nie zauważył go, brał odemnie biczysko, obracał je grubym końcem i bił tak długo po głowie, aż krew się lała. Później, gdy się to rozeszło między Żydami, poznawali już mojego "pana" z daleka i albo chowali się prędko, albo kłaniali się.
Straszne rzeczy działy się w trzeci dzień wysiedlenia, we czwartek. Znowu nie wolno było wychodzić na ulicę. Siedziałem cały dzień w domu. Co parę minut przychodzili SS i legitymowali, czy się ma pieczątkę pracy. W tym dniu masami wozili starców i żywe "dzieci do Zbylitowskiej Góry1 w pobliżu majątku Żaby, za klasztorem. Tam Baudienści2 kopali doły. Na drugi dzień gospodarze okoliczni opowiadali, że widzieli;, jak. żywe dzieci wrzucano do dołu. Za dziećmi wrzucano granaty, potem zasypywano ziemią. Wtedy na wysiedlenie do Bełżca poszło 6.000 Żydów, a na miejscu zabito 12.000.
Co jakiś czas przywoził Rommelmann kilku Żydów na podwórze kahału i tam ich strzelał. Po tych egzekucjach musieliśmy brać wóz i odwozić na cmentarz. Każdy z dorożkarzy chciał się od tej pracy uwolnić. Nie mogliśmy tego robić, było, to dla nas za straszne, ale wyszło takie rozporządzenie, że pierwszy wolny dorożkarz w kolejce musi jechać. Po jakimś czasie powiedziałem prezesowi, że zostały wozy piekarskie i można ich użyć jako trupiarek. Prezes powiedział, że owszem, ale spyta na gestapo. Pozwolili. Wziąłem taki wóz, zrychtowałem dwie prycze i od tego czasu wóz ten służył do wywożenia trupów na cmentarz, który był. poza obrębem ghetta. Jezdził zawsze jeden grabarz i dorożkarz, który był w kolejce. Gdyśmy widzieli Rommelmanna, jadącego z żywym Żydem, już wiedzieliśmy i zaprzęgaliśmy trupiarkę.
Dwa dni przed drugim wysiedleniem ludzie spodziewali się czegoś i w ghetcie zrobił się popłoch. Raz 'gdy stałem przy bramie Judenratu, stali tam OD- man, Żyd wysiedlony z Niemiec, drugi OD - man i jedna Żydówka w żałobie. Wyszli za ghetto. Ale gdy gestapowiec przywiózł ich do ghetta, zaprowadził.. na górę do prezesa i spytał się, kto ich wypuścił, a kiedy mu powiedziano, że nie zna się nazwiska tego OD - mana, wydał rozkaz, że za pół godziny wszyscy OD - mani mają się zebrać na podwórzu Judenratu. Skontrolowano, który OD - man miał dyżur przy bramce i stwierdzono, że był to ów OD - man z Niemiec. Rommelmann zapytał, czy on wypuścił tę kobietę za ghetto.
'' . Okazało się, że kobieta ta wyszła z drugim OD - manem. Rommelmann kazał wszystkim OD - manom odejść, a tych dwóch OD - manów i kobietę zastrzelił na miejscu. Ja musiałem wtedy odwieźć trupy na cmentarz. Z wozu ciekła, krew. I przez całą drogę. Jeszcze przed tym podczas przesłuchania pytał Rommelmann kobietę, czemu uciekała z ghetta. Powiedziała, że słyszała, że ma być wysiedlenie. Wtedy on rzekł: l "Wysiedlenia żadnego nie będzie, wy Żydzi sami robicie popłoch".
A na drugi dzień ghetto było obstawione. Pojechałem do domu, mieszkałem wtedy na ul. Starodąbrowskiej. W ghetcie panowała rozpacz. Ludzie płakali, szukali sobie bunkrów, robili to szybko i nerwowo. Przeważnie gonili po ghetcie i nie wiedzieli co robić. O godzinie 9-ej przyszedł Rommelmann do Judenratu i nakazał, aby sporządzić listy pracowników firm, bo dostaną oni pieczątki. Radziliśmy z bratem, co mamy robić. Postanowiliśmy poszukać kryjówki. W Judenracie był straszny ruch, ludzie tłoczyli się, płacząc, rozpaczając, błagali o pieczątki. Gestapowiec Grunow wpadał od czasu do czasu, raz strzelał w powietrze, a raz do ludzi. Gestapowcy dawali pieczątki, komu im się podobało. Z dorożkarzy dostało tylko czterech pieczątki.
Wieczorem odwiozłem wszystkie meldekarty3 do Judenratu. Wszyscy rzucili się na dorożkę, każdy szukał swojej. Powstał płacz, krzyk, ludzie, tratowali się, wyrywali sobie meldekarty z rąk, rabowali obce, zrywali zdjęcia, przylepiali swoje, kilka tysięcy ludzi wpadło do sali Judenratu. Walczyli o pieczątkę, pieczątka bowiem oznaczała życie. Gestapowcy którzy siedzieli na środku przy stole, popędzili wszystkich na plac i przeznaczyli do wysiedlenia.
Wszyscy klęczeli z głowami do ziemi. Od czasu do czasu niektórzy z klęczących wyrywali się do stołu i dostawali pieczątki. Mój szwagier też podbiegł do stołu, ale jeden z esesowców tak go uderzył w głowę i ogłuszył go tak dalece, że zamiast do szeregu leciał w inną stronę. Wówczas SS - owiec strzelił za nim i on padł. Ja to widziałem z kozła mojej dorożki i nie mogłem mu pomóc. Musiałem wozić kilkaset żywych ludzi na cmentarz. Przez drogę wołali do mnie ludzie: " Powiedz pan mojej żonie, mojemu ojcu, mojej siostrze, gdzie nas wożą i po co". Pojechałem na nowy cmentarz pod sam mur i tam ludzie schodzili z dorożek. Kopano doły. Gdy obróciłem za trzecim i czwartym razem, widziałem już rozebranych do naga ludzi. Leżeli już pod murem zastrzeleni. Jeszcze się rzucali, jeszcze ciała drgały. Naprzeciw siedział na krześle gestapowiec i Baudienści w ubraniach zabitych szukali złota i pieniędzy.
W czasie największego mordowania ludzi ukryłem na moim podwórzu w bunkrze moją żonę i dziecko. Na tym samym podwórku był basen z rybami, a w nim kilkadziesiąt kilogramów karpi. Mieszkali tam także handlarze drobiu i w kurnikach było jeszcze kilkadziesiąt kur. Wpadł tam gestapowiec, ale kiedy zobaczył tyle kur i karpi, zabrał cały kosz dla siebie. Pokazał to swoim kolegom, zajętym strzelaniem Żydów. Przerwali na chwilę swoje "zajęcie", zaczęli zajeżdżać na moje podwórko, a ja miałem tam wszystkich moich najbliższych ukrytych. Byłem pewny, że znaleźli mój bunkier. A tymczasem oni - podczas największego mordowania - zajeżdżali po karpie i po kury.
W czasie wysiedlenia gestapowcyzabierali ubrania i bieliznę z Judenratu. Woziliśmy przez kilka godzin parę ton tego towaru. Przez cały czas miałem przy sobie moją córeczkę. Był skwarny dzień. Co chwila inny gestapowiec chciał mi ściągnąć dziecko z kozła. Ale jakoś się wypraszałem. Kilka razy gdy przejeżdżałem koło żony, prosiła mnie o trochę wody. Jechał ze mną pijany żandarm. Gdyśmy na Starodąbrowskiej ładowali rzeczy, żandarm powiedział, że nas wszystkich zabije. Przyjechał furman z trupiarką, miał już trzy trupy wewnątrz. Zabrał czwartego. Wtedy żandarm powiedział do niego, żeby szybko odwiózł te cztery trupy i wrócił po nasze dwa. Byłem pewny, że to po mnie i mojego furmana. Powiedziałem do Holzera: teraz ja pomogę ci włożyć tego trupa, a kto pomoże ci za godzinę mnie włożyć? Byłem pewny, że to ostatnia moja godzina. W chwilę później dopiero żandarm powiedział, że te dwa trupy leżą obok w piwnicy.
Żandarm kazał mi jechać,ale dziecko zostawić. Nie odezwałem się, ale dziecka nie zostawiłem i szybko odjechałem. Przejeżdżałem przez płac. Stał tu przy bramie Oberscharführer4 Opelman, wyciągnął rewolwer i chciał mnie zastrzelić, bo myślał, że chcę dziecko wywieźć za ghetto. Zacząłem go prosić, że to moje dziecko i że nie mam go komu zostawić, że ono przecież ma pieczątkę.
W szkole Czackiego znosiliśmy rzeczy sami z dorożek. Był tam bardzo ciężki kosz i furman chciał go sobie lepiej ustawić, by go wziąć, ale żandarm tak go zaczął niemiłosiernie bić, że upadł skrwawiony na ziemię. Córeczka moja to wdziała, ale wiedziała że jej nie wolno płakać, bo ją o to prosiłem. Więc zaczęła nagle gryźć palce. "Tatusiu, ja nie płaczę, widzisz, ale boje się tylko o ciebie". Wróciliśmy do ghetta.
Widziałem dzieci mojego brata, klęczące przed egzekucją, a gdy przejeżdżałem dzieci wołały: "Wujku, ratuj nas". Żona też wołał za mną o wodę. Nie mogłem nikomu pomóc...




Strona Główna Judaica

Wszelkie prawa zastrzeżone.



1. wieś w Polsce położona w województwie małopolskim, w powiecie tarnowskim, w gminie Tarnów. W latach 1942-1945 hitlerowcy rozstrzelali w Zbylitowskiej Górze, w Lesie Buczyna, od 8-10 000 Polaków i Żydów. W miejscu zbrodni i zbiorowych mogił ofiar, wybudowano symboliczne mauzoleum. wg. http://pl.wikipedia.org/wiki/Zbylitowska_G%C3%B3ra
2. Baudienst (Służba budowlana) – jedna z form pracy przymusowej Polaków w Generalnym Gubernatorstwie (GG).Utworzono ją na podstawie zarządzenia Generalnego Gubernatora z 1 grudnia 1940 r. Rekrutacja odbywała się na zasadzie poboru niektórych roczników spośród zamieszkałych w Generalnym Gubernatorstwie mężczyzn w wieku 18-60 lat oraz w drodze dobrowolnych zgłoszeń poprzez urząd pracy. Z czasem władze hitlerowskie grupowały robotników w obozach mieszkalnych. Było to spowodowane masowym uchylaniem się powołanych do Baudienstu młodych ludzi od słabo płatnej i wyczerpującej pracy fizycznej. wg. http://pl.wikipedia.org/wiki/Baudienst
3. jej posiadaczami były wyznaczone przez Niemców osoby do uiszczania comiesięcznego haraczu
4. Oberscharführer - podoficerski stopień wojskowy w (SS), który odpowiadał stopniowi Feldwebel w Wehrmachcie. Polskim odpowiednikiem jest stopień sierżanta. Na patkach Oberscharführera były dwie gwiazdki, natomiast pagon posiadał jedną gwiazdkę i był obwiedziony białym pasmem. wg. http://pl.wikipedia.org/wiki/SS-Oberscharf%C3%BChrer