Katarzyna Dziwota. Urodziłam się sto lat temu...

Wspomnienia Katarzyny Dziwota, na wskroś osobiste poruszają jednak pewien aspekt społeczny, mianowicie trudne warunki socjalno - bytowe ludności Zamojszczyzny w okresie międzywojennym i w pierwszych latach po wyzwoleniu. Autorka wspomnień urodziła się w Łazorach (powiat biłgorajski), okupację podczas której zginął jej mąż przeżyła z rodziną w Gorajcu Zagroble (pow. zamojski), obecnie mieszka w Zaburzu. 26 września 2012 roku ukończyła 100 lat!!!
Jej wspomnienia zapisane zostały zgodnie z autentycznym przekazem, stąd pojawiają się wyrażenia gwarowe i przestawienia, by Czytelnik, zwłaszcza młodszy wiekiem mógł zrozumieć ich sens zamieszczono na końcu tekstu słowniczek.

***

Urodziłam się w Łazorach przed wojną [pierwsza światowa], dużo pamiętom, mnie się już nie chce wracać do tego. Nic nie miałam, jako, tako byłam za mału, miałam wielgo bide, bo była wojna [pierwsza, światowa], a ja już tam miałam parę lat. W wojnę tata umarł, nawet nie pamiętom jak wyglądał. Nas wojsko wygnało z wioski, pamiętom to, ale nie wiem gdzie byliśmy. Pamiętom, że tam były jabłka i tak się tymi jabłkami cieszyłam. Tam umarł tata i tam go pochowaliśmy. Nie wiem jak wyglądał bo nie miałam pamięci do tego wszystkiego.
A potem to było różnie . Jedliśmy tylko kartofle, bośmy tylko to mogli jeść - ja do dziś nie lubię kartofli, ja byłam taka [nimi] przejedzona. Chleba nie jadłam. Nie było za co kupić, to jak poszłam z krowami do lasu , było ich cztery to nic nie jadłam dopiero jak mama wstała i ugotowała to mi przyniosła ... Tak było. czasem nawet zabrakło zboża by zasiać na polu.
Jaka ja bidę przeżyłam to nie daj Boże. jak była takim małym pastuchem to sobie śpiewałam za krowami, to tak się dziwiły gospodarze, gospodarskie zony "takie maleństwo, jak ono se ładnie śpiwa", to tako gadke słyszałam. Moja mama też nie pochodziła z gospodyni, moja mama też służyła tak samo i ze służby poszła za męża. Poszła za wdowca, tam było trzech synów u tego ojczyma, a nas było dwie [siostry]. Nie wszyscy synowie nas lubili. Najlepszy był Adam, jeden miał na imię Stefan i był jeszcze Mikołaj. Z Mikołajem najlepiej przebywałam. Adam wyjechał do Niemiec, wrócił po wojnie [drugiej światowej], potem wyjechał po raz drugi i już nie wrócił, tam się ożenił.
Brat, który został w domu ożenił się, założył rodzinę, a ja musiałam pomagać mu w gospodarstwie. Nic z tego nie miałam, wiec zaczęłam chodzić na służbę. Wtedy, przed II wojną, to tak się na służbę chodziło po rożnych wioskach do bogatych gospodarz. Podjęłam się tej roboty.
Moja siostra miała na imię Agnieszka, ale ona już nie żyje, też była w Zaburzu. jak skończyłam 18 lat to przyszłam do siostry do Zaburza, a od siostry poszłam na służbę. Służyłam u Ferenca i u Olecha. Długo nie służyłam w jednym miejscu - dwa lata i w następnym dwa lata. Byłam taką służąca, że wszystkiego się słuchałam. Nie powiem, miałam dobrze na tej służbie. Potem miałam chłopaka z Gruszki Zaporskiej. Już miałam pójść za niego, ale ta gosposia u której pracowałam, mówi: Kasiu, po co ty pójdziesz na Gruszkę, tam daleko od drew, ty se nawet drew nie będziesz miała. Miałam koleżankę, co poszła do Gorajca i ona tak dbała o mnie, że zapoznała mnie z tym chłopakiem i poszłam za niego i dobry był dla mnie. Wszystko umiał. Nie był szkolony, siedem klas skończył.
Miałam trochę pieniędzy, to założył sklep. Jak wojna zapadła skończyło się wszystko. Jego zabrali , nie jeno samego, tylko zabrali kilku z tej wsi ludzi. Nie miał pójść, ja go nie pościłam, ale to wszystko bez te mame tak poszoł. Przyszli ze dworu [przed wojną w Gorajcu znajdował się dwór Wróblewskich] - o, ten i ten poszedł, a on cap te torbe i pognał za nimi, ja go trzymałam, ale nie utrzymałam...
Nie dosyć na tym, że męża mi zabrali, to jeszcze się moim braciom spaliło wszystko. Partyzanty zabrały Niemcom krowy i za to Niemcy spaliły dwie wsiów i tak się skończyło - ludzie zabrały krowy i co to z tego, a on [Niemiecy] spalił i Zastawie i Zagroble [Gorajec Zastawie i Gorajec Zagroble].
Zostaliśmy w takiej biedzie, nie daj Boże, nikomu tego nie życzę. Nie mieliśmy gdzie mieszkać. Mieliśmy taka oborę i tam żeśmy wleźli, pięć lat żeśmy siedzieli. Obora była z kamienia, dobudówek taki się zrobiło, piec był....

***

Żydów w Gorajcu sprzed wojny pamiętam. To były rożne. Przez szosę była była taka jedna Żydówka, ale ona była grzeczna, na imię miała Szandla, był też Herszek. W Gorajcu mieli bożnicę [przez pewien czas po wyzwoleniu znajdowały się w niej pomieszczenia Urzędu Gminy, obecnie jest rozebrana]. Nie tylko bożnica, było w Gorajcu też kilka żydowskich domów. Przed wojną w Gorajcu już był dwór Wróblewskiego, 1 buraki tam sadziłam, takie flance.
Trudno mi było żyć, bieda, brak pieniędzy, dwoje małych dzieci, czepiałam się różnej roboty, żeby tylko pare groszy zarobić. Żeby pani wiedziała ile ja wódki narobiłam. Jak siedzieliśmy te pięć lat w tym domu ja troszkę utrzymałam pieniędzy. Stryjeczny brat mego męża mówi: byś pojechała ze mną, to byśmy kupili trochę jakiegoś drzewa. Ano pojadę. Pojechaliśmy, ale ja nie miałam pieniędzy na takie drzewo żeby było obciosane [oczyszczone z kory], tylko takie, o z lasu. A se myślę , a to wezmę, może się jakoś zarobi. Zapłaciliśmy w Gorajcu (powiem, że w Gorajcu były lepsze ludzie jak w Zaburzu. W Zaburzu nie ma takich dobrych ludzi, w Gorajcu gdzie poszłam, to nikt mi nie odmówił pomocy). Wzięliśmy to drzewo, szli jacyś gospodarze i tak mówią"ładne to drzewo, ładne, ale co tu będzie próchnów niemało". jak ja to usłyszałam, bo gdzieś tam byłam [w pobliżu], jak siadłam na takim pieńku, jak wzienam płakać, prosić matki Boski Nieustającej pomocy - Matko Najświętsza .... jak się zapłakałam, myślałam sobie, jak to ma zgnić, to co będzie z tego. Ale tak nie było.
Dwóch się zgłosiło, jeden brat męża, drugi taki obcy, Rznęli takimi piłami. Rznęli i tak mówią: wiesz, jak byś dała butelkę, to byśmy ci zrobili na taką deskę, żebyś miała kiedyś na okna, na drzwi , na to, na tamto... ja mówię: dom wom, dom. I tak bylo. I wtenczas wszystkie okna, wszystkie drzwi to ony zrobiły.
Był taki nauczycielniby ruski, niby polski 2pomógł mi w uzyskaniu renty, za to, że mój mąż zginął w Niemczech podczas wojny.3 Pamiętam od razu dostałam 90 złotych, to już trochę pieniędzy miałam. Postawiliśmy dom, ale pusty był w środku, więc sobie myślę jakoś trza zarobić. Zaczęłam handlować... krowami. Był u nas taki jeden co znal drogę i wiedział wszystko co gdzie i jak załatwić. No to obie z siostrą poszłyśmy z tym chłopem z krowami. Trzy razy nam wyszło. Zarobiłam. Tam, gdzie chodziliśmy to było 30 kilometrów od Warszawy (do Karczewia), sprzedaliśmy krowę, pojechaliśmy do Warszawy, kupiliśmy co nam trza było i przyjechaliśmy do domu pociągiem. Potem poszłam jeszcze raz.
Po wojnie, w Gorajcu każden męczył sie jak mógł. Mój syn utrzymywał sie u siostry w Zaburzu, bo w Gorajcu nie było jeszcze szkoły, a w Zaburzu już była, i on poszedł do mojej siostry, a ja byłam z córką w Gorajcu.
Prawnuków mam sześcioro, ciesze się nimi, przychodzą do mnie. Lubio mnie wszystkie. Mój syn Stanisław jest wysoko kształcony. Ja mieszkam z córką Heleną w Zaburzu.

słowniczek wyrazów i zwrotów używanych przez autorkę wspomnień

pamiętom - pamiętam
jako, tako byłam za mału - jakoś sobie dawałam radę jako młoda dziewczynka
miałam wielgo bide - cierpiałam niedostatek
poszła za wdowca - wyszła za mąż za wdowca
z Mikołajem najlepiej przebywałam - najlepiej układało mi się z Mikołajem
daleko od drew - daleko do lasu
ty se nawet drew nie będziesz miała - nie będziesz miała drzewa na opał
poszła do Gorajca - wyszła za mąż w Gorajcu
poszłam za niego - wyszłam za niego za mąż
nie był szkolony - nie ukończył wyższej szkoły
jak wojna zapadła - jak wojna wybuchła
jeno - tylko
bez te mame tak poszoł - poszedł dzięki mamie
przez szosę była - mieszkała po drugiej stronie szosy
utrzymałam troszkę pieniędzy - zaoszczędziłam troszkę pieniędzy
a se myślę - myślę sobie
będzie próchnów niemało - będzie nie mało próchna
jak wzienam płakać - jak zaczęłam płakać
dom wom dom - dam wam, dam
ony zrobiły - oni zrobili
jak ono se ładnie śpiwa - jak ono sobie ładnie śpiewa
moja mama też nie pochodziła z gospodyni - moja mama nie była z gospodyni, nie miała na własność gospodarstwa
każden - każdy
lubio - lubią

Opracowała Regina Smoter Grzeszkiewicz





Strona Główna Radecznica

Wszelkie prawa zastrzeżone.



1. Wróblewski Jan (3.06. 1906 - 29.03. 1965), dzierżawca folwarku Gorajec. W okresie międzywojennym (1927 rok) pełnił funkcję prezesa Dozoru Szkolnego na terenie gminy Radecznica, co odnotowano w "Kronice Szkoły Podstawowej w Czarnymstoku". W lipcu 1941 roku w "Dzienniku z lat okupacji Zamojszczyzny 1939 - 1944" (Lublin 1958) dr Z. Klukowski pisał - "bandyci napadli na dwór Wróblewskich w Gorajcu, został przy tym ranny w klatkę piersiowa jeden ze służby folwarcznej". O istnieniu wspomnianego przez Z. Klukowskiego dworu wspomina mieszkanka Gorajca - Natalia Dziurowa: "tutaj [na placu, który Dziurowie odkupili od Wróblewskich] był kiedyś przed wojną taki dworek; oni [Wróblewscy] z tego dworku pochodzili. Jak Wróblewski zmarł to jego żona z synem w końcu sprzedali to i wyjechali..."Jan Wróblewski pochowany jest na cmentarzu w Gorajcu.
2. Katarzyna Dziwota prawdopodobnie ma na myśli pracującego po wyzwoleniu w Gorajcu Mikołaja Kuzycza Berezowskiego, który od roku 1954 pełnił obowiązki dyrektora szkoły podstawowej w Gorajcu, a od 27 kwietnia 1956 roku mianowany został na dyrektora tejże placówki; funkcję sprawował do 1 października 1963 roku. Założył Kronikę Szkoły, która prowadzona jest do dziś, i z której pochodzą informacje o nim.
3. Podczas okupacji Niemcy wywieźli z Gorajca do III Rzeszy 104 osoby, z tej liczby powróciło 99