Strona Główna



TE WSPOMNIENIA ŻYJĄ W CZŁOWIEKU...

Feliksa Siwek Kołoszewska (Gajewska)

Podczas okupacji nie mieliśmy normalnej szkoły w Czernięcinie, bo przecież w Turobinie było gestapo - chodziliśmy ot, tak..., przychodził nauczyciel do dawnego budynku szkoły sprzed wojny zadawał lekcje i uciekał... Tym nauczycielem (nie pamiętam jego nazwiska był kierownik szkoły przedwojennej). Później, tez nie pamiętam w którym roku przenieśli nas na Żurawie - tam już była normalna szkoła.
Miałam wujka, który był prof. Na Uniwersytecie Warszawskim, historyka. On zaczął pisać podręczni "historii ruchu wojsk na Zamojszczyźnie" - nazywał się Paweł Krzowski. Przyjechał do sąsiadów taki nauczyciel, zdaje mi się, że wujek pochwalił mu się co robi, pokazał ten rękopis (nawet go widziałam). Za jakiś tydzień jest juz gestapo. Zaaresztowali go, zabrali.
Wujek wykładał w Warszawie, ale przyjeżdżał do rodziców (moich dziadków), pisał to wszystko, opisywał jak się to rozwijało. Kontakty miał z nauczycielami, z różnym ludźmi. Jeździł do Szczebrzeszyna, do Zamościa...
Po dwóch tygodniach po jego aresztowaniu przyszło zawiadomienie z Oświęcimia, że zmarł dobrowolną śmiercią. Za dwa tygodnie go zamordowali; w Warszawie miał rodzinę - żonę, dwóch synów przed maturą. Ci synowie byli w powstaniu warszawskim, w Szarych Szeregach. W wakacje byli tutaj w Czernięcinie - przed samym powstaniem pojechali. Babcia mówi: nie jedźcie, tam takie rozruchy są - nie babciu, my musimy, bo my mamy rozkaz. Zginęli w tym powstaniu, wujek zginął w obozie, ciocia tez w powstaniu - nie było o niej żadnej wiadomości. O wujku były takie pogłoski, że został wraz z innymi aresztowanymi (chyba aresztowali wtedy Huskowskiego z majątku czernięcińskiego) prawdopodobnie wtedy rozstrzelany w chełmskim lesie, że ich nawet nie dowieźli...

***

Pamiętam Żydów, bo mój dziadzio z nimi handlował - miał taki malutki majątek w Czernięcinie, chyba ze 40 ha - nazywał się Krzowski Andrzej. Handlował z Żydami , przyjeżdżali z Turobina, przecież prawie cały Turobin to byli Żydzi, mało było Polaków, żeby tam coś prowadzili - więc Żydzi ciągle przyjeżdżali do dziadzia.
W mojej rodzinie była jeszcze jedna historia: mój wujek - Michał Białek był na froncie i był ułanem. Dostał się do niewoli niemieckiej, był w Niemczech, w obozie jenieckim, najpierw takim zamkniętym. Później jak ktoś chciał z tego obozu pójść do pracy mógł iść do bauera. Wujek się zgłosił, był przecież rolnikiem. Zgłosił się, dobrze pracował.
Przed samym wyzwoleniem dostał urlop i przyjechał na ten urlop do domu, a później już nie chciał pojechać. Bauer zawiadomił gestapo, i odtąd bardzo często gestapo bywało w domu dziadzia poszukując wujka.
Dziadzio miał taki duży pałacyk, tam było sporo tych pokoi, i było tak, że pod podłogą można był na kolanach chodzić; on tam się ukrył i przesuwał się z jednego pokoju do drugiego. Jak gestapo przyjechało z psami, ze wszystkim to oni w tym pokoju, on do następnego pokoju...
I przetrwał, nie znaleźli go - zaraz jakiś czas potem było wyzwolenie. Jak przyjechali, pamiętam jak się mścili - były na dworze wyniesione poduszki, to do nich strzelali, straszyli nas. Przeżyliśmy w rodzinie takie wojenne rzeczy. Żyją te wspomnienia w człowieku.

dalsze informacje o Czernięcinie będą zamieszczane w miarę uzyskiwania kolejnych informacji - w przygotowaniu dzieje wsi!




Strona Główna Okupacja

Wszelkie prawa zastrzeżone.