Strona Główna



NIEMIEC URATOWAŁ MI ŻYCIE

Janina Tomaszewska

Za okupacji niemieckiej było bardzo ciężko żyć,brakowało dosłownie wszystkiego. W naszej rodzinie szczególnie, ponieważ byliśmy liczną rodziną. Miałam sześciu braci i dwie siostry. W roku 1940 zmarł nasz ojciec w wieku 52 lat, najstarszy brat - Czesław Gorgol był w niemieckiej niewoli, siostra Teresa pracowała w sklepie u Niemców przy skupie jaj, brat Bronisław zabrany został do tzw. "Junaków" - Niemcy gonili młodych chłopców do ciężkich robót. Bronisław uciekł z tych "Junaków" do lasu, do partyzantów; Niemcy uważali że partyzanci to bandyci i mordowali tych ludzi i ich rodziny.
Byłam najstarsza z rodzeństwa, które zostało w domu. Chodziłam do sąsiada - Kraska się nazywał i pomagałam mu w gospodarstwie. Kraska miał ładne konie więc sołtys wyznaczył go na tzw. "podwody" - furmanki były wtedy jedynym środkiem komunikacji.
Pewnego dnia komendant obozu z Wierzbicy - ten obóz nazywali "lagier" zażyczył sobie by Kraska przyjechał furmanką do Chełma. Pojechałam razem z nim do pomocy. Na ulicy trafiłam na łapankę - Niemcy gonili Żydów i nie tylko Żydów. Jeden podbiegł do mnie i pchnął mnie do grupy pędzonych ludzi. serce mi zamarło. widział to komendant obozu z Wierzbicy i zaczął rozmawiać z tym Niemcem, który mnie popchnął. Ten ponownie podbiegł do mnie i popchnął mnie tak, że upadłam i o krawężnik chodnika złamałam sobie noc - do dzisiejszego dnia mam złamaną kość nosa.
Tak Niemiec uratował mi życie inaczej poszłabym do pieca albo do gazu. Wtedy powiedział do mnie: "uratowałem ci życie, więc teraz będziesz przychodzić do mnie wieczorami, a nawet co dzień jak będę chciał. Powiedziałam mamie, a mama mówi: "dziecko uciekaj jak najdalej z domu". Uciekłam do stryja; szłam siedem kilometrów do miejscowości Bezek w chełmskiem. U stryja byłam do czasu aż został rozbity obóz - partyzanci przecięli druty ogrodzenia obozu i uwolnili wszystkich uwięzionych. Część zdolnych poszła do lasu. W tym obozie Niemcy przetrzymywali Żydów i mieszkańców okolicznych wsi, a stąd wywozili ich do obozów zagłady.
Po wyzwoleniu Chełma w roku1944 mój brat Bronisław Gorgol (był w stopniu plutonowego) i wielu innych chłopców z partyzantki zgłosiło się do podchorążówki na krótkie ćwiczenia wojskowe, a później poszli na front walczyć o wyzwolenie Polski. Doszedł z frontem do Drezna - Niemcy zawzięcie walczyli o utrzymanie Drezna, brat został ranny. Rannych żołnierzy przywożono z terenu walk do wyzwolonej już Warszawy. Bronisław dopiero na szpitalnym łóżku odzyskał przytomność i powiadomił rodzinę, że jest w warszawie w szpitalu. Postanowiłam go odwiedzić. Pojechałam do Warszawy - miałam 17 lat i dużo odwagi.
Warszawa wyglądała jak ogromna góra gruzu, ulice były nieprzejezdne, a domy kikuty bez okien, drzwi straszyły jak jak widma. Widok był przerażający. Brat był bardzo zdziwiony gdy mnie zobaczył, zapytał skąd się wzięłam, Warszawy nie znałam. Patrzyłam na niego z radością i cieszyłam się że żyje. Na rękach brata zauważyłam jakieś dziwne strupy. Pytam co to? Może jakaś choroba weneryczna. Bronisław zaczął się śmiać i powiedział mi że to od wszy, tak było wojsko zawszone.
Mój brat jest teraz w stopniu, jest w stanie spoczynku po 32 latach służby wojskowej. Ma mnóstwo odznaczeń za zasługi i opisany jest w książce jako bohater.
Mój najstarszy brat Czesław już nie żyje - wrócił dopiero w 1946 roku z niewoli niemieckiej, ponieważ z obozu zabrał go Bauer do pracy w Niemczech w gospodarstwie rolnym. Tam przez jakiś czas trzymał go na ścisłej diecie - jego wycieńczony organizm pomału wracał do zdrowia. Czesław po powrocie z Niemiec jeszcze przez trzy miesiące odgruzowywał Warszawę, zniszczoną ogromnie. Panował wówczas głęboki patriotyzm wśród dorosłych i młodzieży czego obecnie niestety brak.




Strona Główna Okupacja

Wszelkie prawa zastrzeżone.