Strona Główna



EFRAIM FARBER Z RODZINĄ ZAPROSZENIE

W BEŁŻECKIM PIEKLE

Efraim Farber

Efraim Farber, autor poniższego tekstu urodził się i wychował w Szczebrzeszynie - jego rodzicami byli Ester z Maimanów i Mendel Farberowie. Po wyzwoleniu w 1946 roku poznał w Polsce swoją przyszłą żonę.Wyjechali do Izraela, miejscem ich stałego zamieszkania stało się Kiriat Yam.
Efraim więzień obozu w Bełżcu dokładał wszelkich starań, by zachować w pamięci potomnych obraz trudnych okupacyjnych dni. Jego staraniem Zimkostwo Żydów Szczebrzeszkich opublikowało w 1984 roku Księgę Pamięci Gminy Żydowskiej w Szczebrzeszynie (Sefer Zecharot le Kehilat Szewreszin) gdzie zamieszczone zostały wspomnienia, wiersze, pieśni tych, którzy przeżyli holocaust; 6 sierpnia 1991 roku dla upamiętnienia masowej zagłady szczebrzeszyńskich Żydów odsłonięto na kirkucie w Szczebrzeszynie obelisk upamiętniający tamto bolesne wydarzenie. Podczas uroczystości przemawiał Efraim Farber, który m. in powiedział: Ziomkowie uratowani cudem od hitlerowskiej zagłady składają hołd nad grobem pomordowanych ojców - matek - rodzin... 1

Prezentowany tekst, przekładu którego z języka jidysz dokonał Adam Altman pochodzi ze wspomnianej Księgi..., zgodę na jego publikację wyraziła Rosa Farber - Efraim zmarł w 1999 roku).

***

W czasie okupacji hitlerowskiej w końcu 1940 roku - Bełżec w pobliżu Tomaszowa Lubelskiego był obozem pracy, a w latach 1942 - 1943 był to obóz zniszczenia. Tutaj zostało unicestwionych około 800.000 tysięcy zatrzymanych Żydów, większą część których stanowili Żydzi z Polski z i krajów. Większa część Żydów ze Szczebrzeszyna została stracona w Bełżcu. Te opowiadania pochodzą z czasów, kiedy w Bełżcu był obóz pracy.
Późnym latem 1940 roku wróciłem z niemieckiej niewoli do Szczebrzeszyna; miasteczko było nie do poznania. Niemcy z wielu formacji wojskowych kręcili się po ulicach, żandarmeria zajęła gmach ratusza. Żydzi, którzy nie opuścili miasta razem z cofającymi się Rosjanami zostali bezlitośnie poddani losowi, który Niemcy im sprawili. Starsi Żydzi pocieszali się tym, że Niemcy są przecież kulturalnym narodem, a część z tych starców pamiętała jeszcze Niemców z czasów pierwszej wojny światowej jako porządnych ludzi, i nie docierało do ich świadomości, że w międzyczasie na politycznej arenie świata miały miejsce dramatyczne zmiany.
W Niemczech do władzy doszedł hitleryzm, a pośród jego politycznymi hasłami znalazły się głoszące walkę przeciwko żydowskiemu narodowi.

Już na samym początku miały miejsce wszelkiego rodzaju prześladowania jak: łapanie do roboty, nakładanie dużych kwot jako kontrybucje na gminę żydowską; bieda zawitała w żydowskich rodzinach. Wiele rodzin zostało rozdzielonych, większa część mężczyzn znajdowała się w służbie rosyjskiej w wojsku]. Kobiety z małymi dziećmi musiały troszczyć się o pieniądze na utrzymanie. Z niemiecką dokładnością zostały wprowadzone antyżydowskie zarządzenia; brodaci Żydzi, którzy zostali w miasteczku obwiązali swoje brody pod pozorem bólu zębów - wierzyli, ze w ten sposób obronią się przed niemieckimi bestiami.

Działalność Judenratu

W krótkim czasie po moim przybyciu do miasteczka jedne wydarzenia goniły następne. Nie było żadnego dnia, żeby nie ukazał się jakiś nakaz/zarządzenie przeciwko żydowskiej społeczności, a do pomocy Niemcom stanął też Judenrat, chcąc albo nie chcąc musiał wykonywać niemieckie polecenia przeciwko Żydom Bycie członkiem Judenratu nie było łatwe, dla tych którzy mieli litość, współczucie dla cierpień swoich współbraci.
Członkami Judenratu byli tacy, którzy poświęcali się dla sprawy swoich współbraci, ale byli też i tacy, którzy wierzyli, że uratują siebie i swoje rodziny za cenę wypełniania tych wszystkich rozkazów, które niemieccy zbrodniarze wydawali. Część członków z wielką gorliwością, z własnej inicjatywy pomagała wykonywać bestialskie zarządzenia wydawane przeciwko ich cierpiącym braciom.
Pamiętam przypadek, kiedy Judenrat na zarządzenie niemieckie potrzebował dostawić 300 młodych ludzi, aby wysłać ich do Bełżca. Przewodniczący Judenratu - czcigodny, pełen szacunku Żyd pilnujący przykazań boskich, gdy spotkał mnie na ulicy zameldował mi żebym się stawił. Odpowiedziałem mu: ja się nie stawię dobrowolnie do Niemców, na niemieckie żądania. Odpowiedział mi: - u mnie nie będziesz mędrkował. Stanąłem zamurowany i nie wierzyłem własnemu umysłowi, że moje uszy to słyszą; myślałem, że to zły sen. Niestety to była rzeczywistość. Jak przyszedłem do siebie po tym szoku odpowiedziałem: strasznie będzie wam, kiedy gestapo weźmie się za was też. Mnie gestapo już od dłuższego czasu zna.

Pierwsze prześladowania

To było w krótkim okresie po moim powrocie z niewoli. Bóżnica była spalona, ściany czarne z tego pożaru, stare ściany, przesiąknięte były od stuleci żydowskimi modłami,2 które teraz przez otwarte okna, przez wiejące wiatry wyciągały się do nieba - ale niebo było zamknięte dla żydowskich modłów, nie skutkowały też łzy matek, których jedyny syn został zabrany do obozu, [nic] nie skutkowało, nie miało posłuchu w niebiosach. I oni [Żydzi?] na tych morderców patrzyli z ironią, z politowaniem; na ich [Niemców?] paskach wielkimi literami było wypisane "Bóg z nami".
Rabin tego miasteczka chodził z obwiązaną brodą po to, żeby nie drażnić Niemców, a w soboty ludzie ukradkiem spotykali się w prywatnych domach żeby stworzyć minjan3 tak jak ich bracia w Hiszpanii w czasach Torquemady.4
Ludności zakazane było wychodzenie z domu od godziny 6.00 wieczorem do 7.00 rano. Sklepy były na wół otwarte - jedne drzwi były zamykane, a drugie do połowy uchylone; gestapo ciągle nakładało kontrybucje na na Judenrat. Ta kontrybucja dotyczyła zarówno pieniędzy jak i towarów. Mieszkańcy żydowscy musieli się stawiać do wszelkich robót, za wykonywanie których Niemcy nie płacili.
Pamiętam, że Niemcy znaleźli u Wielkiego Szlomy w budce stara polska chorągiew, która wywieszano wywieszano na święta narodowe i gospodarze zapomnieli schować ten sztandar. To dało Niemcom podstawy do aresztowania Żydów, którzy się znaleźli w budce tego Wielkiego Szlomy razem z gospodarzami - po wielu rozmowach Judenratu, po zapłaceniu dużej sumy pieniędzy pobitych aresztantów uwolniono.
Z Zamościa przybyli gestapowcy z żydowskimi pomocnikami, którzy ich prowadzili po domach bogatych Żydów i żądali pieniędzy, żądali oddania złota.
W miasteczku powstała panika. Niemcy łapią Żydów, każdego, który im podpada w ręce. Uciekłem jeszcze z kilkoma młodymi ludźmi z miasta i schowałem się na torfowiskach, gdzie Niemcy nie chodzili. Bagniste błota znałem z wczesnej młodości. Leżeliśmy w tych zaniżeniach [terenu] między wsią Błonie i Małe Brody. Po porze obiadowej doskwierał nam i bardzo męczył głód; ja z jeszcze jednym chłopcem zebraliśmy się w kierunku wsi Błonie - jak tam przybyliśmy to rolnicy kazali nam szybko wyjść [stamtąd], byli ostrzeżeni przez Niemców, żeby nie przechowywać Żydów - a sami przecież też nie byli filosemitami. Udaliśmy się więc do wzgórz gorajeckich i ukrywaliśmy się w pojedynczych domach; w niektórych dolinach przechowywało się dużo Żydów. Wieczorem udaliśmy się do miasteczka, bo po godzinie policyjnej nie wolno było pokazywać się na ulicy.
Niektórzy Polacy stawali się pomocnikami Niemców w prześladowaniu Żydów. Szybko nauczyli się słowa "Jude"; łapano Żydów do robót, obojętnie czy ta robota była potrzebna, czy też nie - ale po to, żeby nie zostawić nikomu wolnej chwili Niemcy karmili Żydów stałymi prześladowaniami, po to, żeby przełamać ich wole i doprowadzić do apatii.. w miasteczku były rozlepione plakaty dla całej szczebrzeszyńskiej ludności.
Od wczesnego rana aż do wieczora był srogi zakaz pokazywania się na ulicy; przyczyna - gubernator Hans Frank będzie przejeżdżał przez miasteczko.5

Można się przyzwyczaić

Pewna ilość Żydów, którzy zostali wysiedleni z Pomorza,6 ze spalonego Biłgoraja stała się przedmiotem troski szczebrzeszyńskich Żydów (którzy przedtem byli gospodarzami u siebie, a teraz sami chodzą po obcych domach - bez dachu nad głową, zdegradowani); robią dla przybyszów wszystko by przydzielić im mieszkania. Zbiera się żywność dla tych, którzy są w wielkiej potrzebie. Część tych wysiedlonych rodzin składa się z kobiet i małych dzieci, ponieważ część mężczyzn została stracona w lagrach [obozach].
Powoli przyzwyczaić się można do tych cierpień - to prześladowanie ma jakieś funkcjonalne kształty, przestaje być przypadkowe i dorywcze. Powoli wprowadza się ustawę norymberską,7 ale nieoficjalnie. Robi się to po cichu - wszystkie zarządzenia przeciwko Żydom przekazuje się z rąk jednego Żyda do drugiego. Żydom nie wolno handlować, nie wolno kupować, sprzedawać. Nie wolno zajmować państwowych urzędów. Nie wolno im tez opuszczać miasta - muszą włożyć żółte znaki [opaski z gwiazdą Dawida]; po pewnym okresie czasu z tym też zżyliśmy się.

W Biłgoraju przewidywano, że to nie jest to jeszcze ta rzecz najgorsza, że może przyjść coś gorszego; ludzie żyli zalęknieni. Niemcy nie identyfikowali Żydów na podstawie ich dowodów osobistych, tylko normalnie:"du bist Jude - ty jesteś Żydem". Niemcy robili sobie żarty - w sobotę łapali Żydów z broda krzycząc: "czapki zdjąć", każąc im klęczeć jak przechodzi żołnierz, który często nosił manierkę z kiełbasą i zmuszał Żydów do jedzenia tej kiełbasy (co dla każdego Żyda było trefne), a dokoła tego stali oficerowie i fotografowali. Kazali [niemieccy żołnierze] nosić Żydom tę manierkę z kiełbasą na rynek, tam gdzie mieli swoją kantynę. Żołnierz szedł z przodu uśmiechnięty;co kilka kroków kazał Żydowi odstawić to naczynie z kiełbasą, uklęknąć i modlić się do żydowskiego Boga. Ale ten humor, te żarty były dziecięcą zabawa w porównaniu do dalszych bandyckich środków, które zostały zastosowane wobec Żydów. Dobrzy Żydzi uczyli mnie jak zachowywać się wobec Niemców
. Kuzyn mojego ojca - Zalman Kliski, który dorywczo się mną opiekował prosił mnie, żebym ubrał tą żółtą łatę wstydu, żebym nie był wyjątkiem. W czasie mojego pobytu w mieście żółtą łatę ; czułem wstręt i poniżenie żeby nosić tę oznakę pogardy. W wyjątkowych wypadkach naciągałem [na rękę].
Był jeszcze jeden człowiek, który troszczył się o to, żebym ja był w porządku, żebym się zarejestrował w Magistracie -, to był członek Judenratu. Rejestrację zarządzili Niemcy, co dało im dokładną liczbę żydowskiej ludności, i zarazem liczbę ofiar, które stoją do ich dyspozycji; wszystko z niemiecką przysłowiową dokładnością. W końcu zadecydowałem, że nie mogę być wyjątkiem z całej społeczności i poszedłem się zarejestrować; w sobotę rano poszedłem do urzędnika Leszczyńskiego zarejestrować się.
Gdy on usłyszał, że uczestniczyłem w wojnie jako polski żołnierz to mi poradził, żebym się nie rejestrował; on bardzo wierzył mojemu ojcu, który nie bratał się tak jak inni Żydzi z bolszewikami, którzy przez pewien czas byli w naszym miasteczku. Powiedział mi: "ciebie brak właśnie Niemcom, żeby mogli cię prześladować". Podziękowałem mu. Zszedłem ze schodów, spotkałem członka Judenratu, on mnie spytał, czy ja się zarejestrowałem, odpowiedziałem mu z uśmiechem, że tak. Zrozumiał wtedy, że nie. Wówczas Leszczyński zawołał mnie z powrotem, i powiedział, że muszę się zarejestrować, bo ten członek Rady [Żydowskiej] zmusił go do tego. Niemcy mieli w Judenracie zaufanych ludzi.

Wyrwany z domu

Nigdy nie mogłem wiedzieć co wpadnie do głowy zwariowanemu komendantowi, albo innemu wariatowi. Judenrat otrzymał rozkaz dostarczyć 300 młodzieńców na transport do Bełżca, i wziął się dokładnie za wypełnianie tego rozkazu. Ale im się to nie udało, bo duża część [młodych mężczyzn] nie chciała pójść wiedząc co ich tam czeka.
Punkt zborny znajdował się przed ratuszem; od rana już obserwowałem plac zebrań przez okno mojego wujka Moszele Gejlewajcha Turobiner. Ulice były puste. Widać było tylko Judenrat, SS - manów i zebranych Żydów, którzy siedzieli przed ratuszem ze swoimi pakunkami. SS - mani liczyli zebranych Żydów ; jak się okazało, że brak połowy z żądanej liczby, to [Niemcy] bili członków Judenratu, kazali im klęczeć; wyzwiska SS - manów zawisły w tych pustych uliczkach miasteczka. SS - mani razem z Judenratem puścili się po domach podporządkowanych Judenratowi, żeby wyłapać wszystkich, którzy się nie stawili. Okropnie to wyglądało - ten obraz przed ratuszem; żydowskie matki zalewały się łzami gdy Niemcy nie dopuszczali ich blisko do swoich najbliższych. Polacy cieszyli się, że dręczy się Żydów. Pobożni z nich mówili: "to będzie zapłata za cierpienia, które zadano Jezusowi Chrystusowi"
Dłużej zostać tam nie mogłem i wymknąłem się z miasta chowając się na bagnistych łąkach, gdzie Niemcy nie mogli dojść. Tak leżąc schowany po obiedzie zobaczyłem czarną masę poruszająca się po drodze do stacji kolejowej; od czasu do czasu słychać było strzały. To Niemcy prowadzili naszych do stacji kolejowej na drodze do Bełżca.

Puszczając się samemu w drogę

Dłużej zostać w miasteczku było nierozsądnie, do z dnia na dzień położenie się pogarszało; udałem się zatem w drogę. Moim celem był Tarnogród, niedaleko miejsca, gdzie znajdowały się nowe granice między Niemcami i Sowietami. Maszerowałem bocznymi drogami, bo na głównych było dość dużo Niemców; w Biłgoraju nocowałem u żydowskiej rodziny
Mało Żydów juz tam zostało. Miasto rabinackie [ta część, gdzie mieszkał rabin] było spalone.8 Po dniu marszu pieszo, wieczorem dotarłem Tarnogrodu; tam spotkałem niektórych ludzi ze Szczebrzeszyna jak Clal (?) od rzeźników.
Zarządzenie było takie, to jest "czerwone" miasteczko. Przed wieczorem zauważyłem wielkie poruszenie u Niemców, którzy przyjechali na samochodach ciężarowych. To wzbudziło moje podejrzenie, że szykuje się akcja; to przeczucie nie zawiodło mnie.
Po północy usłyszałem głośne stukanie kolb wymieszane z dzikimi okrzykami. Starszy Żyd, u którego nocowałem zszedł z łóżka i otworzył drzwi. SS - mani weszli z krzykiem i z przeklinaniem. Morderczo go pobili, wyprowadzili na dwór. Ja spałem na podłodze, oświetlili mnie kieszonkowymi lampkami; pytali o mój wiek. Nie namyślając się długo odparłem, że mam 14 lat. Jeden z SS - manów powiedział mi: "ta świnia jest jeszcze za młoda". To samo zdarzyło się z synem gospodarza, który w rzeczywistości miał 13 lat.
SS - mani opuścili to mieszkanie i myślałem, że udało mi się wykręcić z ich łap. Niestety byłem w błędzie. Pół godziny później znów usłyszałem krzyki Niemców; gospodarz coś tłumaczył swoim tarnogrodzkim językiem żydowskim, którzy SS - mani ledwo, ledwo rozumieli - chodziło o dokument, który on zapomniał z domu. Niemcy, prawdopodobnie inni, niż ci, co byli przedtem doszli do mnie i znowu pytali ile mam lat, gdy odpowiedziałem 15 lat, to spadł na mnie grad uderzeń i usłyszałem ich krzyki: "ubrać się szybko, przeklęty Żydzie".By uniknąć dalszych uderzeń złapałem szybko ubranie pod pachę i jak najszybciej opuściłem to mieszkanie.
Na zewnątrz było ciemno, a z drugiej strony jeden z SS - manów przywitał mnie kolbą z automatu w zęby - z ust popłynęła mi krew. Stworzyliśmy grupę; w tej ciemności słychać było tylko krzyki Niemców i szczekanie psów. Od czasu do czasu strzały przecinały powietrze. Po miastem był pusty młyn, w którym Niemcy skoncentrowali wszystkich Żydów z miasteczka złapanych w nocy. Młyn został otoczony łańcuchem żandarmerii i ukraińskiej policji. Ucieczka była niemożliwa.
Z daleka stały kobiety i dzieci z paczkami żywnościowymi; które chcieli przekazać swoim bliskim. Ukraińscy strażnicy pomagali mordercom bić ; nie dopuścili [czekających] do parkanu. Przybywało coraz więcej Żydów, którym nie udało się [umknąć].
Miasteczko było hermetycznie otoczone silnymi strażami Wermachtu i SS. Gdy ta łapanka się skończyła ukazał się oficer żandarmerii, który wszedł na wzgórek podwórka i wygłosił mowę w duch hitleryzmu:"jeżeli nigdy nie pracowaliście, tylko robiliście szacher - macher teraz udacie się do Bełżca. Dostaniecie dobrą zapłatę i dobre żarcie ". Wielu ze złapanych Żydów z ulgą wykrzyknęło: "niech żyje pan komendant". Smutnym było to, ze wielka część naszej społeczności chciała wierzyć w te kłamstwa Niemców.9
Po tej przerwie przy stoliku usiadła komisja niemiecka złożona z gestapowców z naczelnikiem Biłgoraja. Każdy musiał przejść przed tą komisją. Pytano o wiek, nie było żadnego badania lekarskiego. Komisja nikogo nie uwolniła; na najbardziej chorych, którzy narzekali na wszystkie możliwe choroby nakrzyczano i kazano trzymać mordę [zamknąć mordę?].

Do nieznanego losu

Złapani Żydzi w Tarnogrodzie ustawieni zostali w kolumny - starych wymieszano razem z młodymi. Kolumny maszerowały do swego nieznanego losu.
Żydzi, którzy siedzieli w małych miasteczkach od pokoleń teraz opuścili je nie wiedząc czy jeszcze kiedyś tutaj wrócą. Maszerowałem razem ze wszystkimi. Niemcy ciągle strzelali w powietrze; to ze strachu i dla dodania sobie kurażu. Z obu stron stali Polacy towarzyszący swoim współmieszkańcom z przekleństwem - widocznie niektórym, którzy stali [na trasie naszego przemarszu] było żal złapanych. Rodziny złapanych Żydów - matki, siostry, dzieci ze łzami w oczach odprowadzali swoich najdroższych do niezbadanego..., nie wiadomo gdzie.
Poza miastem czekali rolnicy z pobliskich wsi ze swoimi furmankami, żeby odwieźć Żydów do Biłgoraja; warta się rozdzieliła - po trzech wozach [z zatrzymanymi] jechał wóz z dwoma żandarmami. Część młodych ludzi wykorzystała moment, kiedy żandarmeria zostawała w tyle między tymi wozami i próbowała uciec. Wóz na którym ja jechałem był bardzo blisko wozu z żandarmami i ucieczka byłaby pewną wpadką.
Na stacji kolejowej Rozłopy załadowano nas do wąskotorówki - tyle, ile mogło wejść. Wszyscy staliśmy mocno jeden obok drugiego, albo też na nogach sąsiadów. Wagony zostały hermetycznie zamknięte; ze względu na brak powietrza starsi ludzie mdleli. Jak nas wypuścili w Zwierzyńcu Niemcy nakazali nam chodzić na czterech - chcieli nacieszyć swoje sadystyczne serca emocjami z z ludzkich cierpień. Wyczerpani i złamani musieliśmy jeszcze śpiewać i tańczyć, żeby było weselej.
Powoli powoli nadchodził wieczór Siedzieliśmy na ziemi koło szyn kolejowych ; polscy kolejarze zaczęli się nakpiwać z tych Żydków i to wywołało zawiść u Niemców - mówili do nas: "z czego ci Polacy się cieszą? Czy oni wygrali wojnę?" Według niemieckiego rozumowania to tylko Niemcy mieli prawo się cieszyć. Wtedy rozkazali nam żeby śpiewać "Jeszcze Polska nie zginęła"; my śpiewaliśmy z parafrazą "...ale zginąć musi". Polscy robotnicy zawstydzili się i odstąpili.
Długi gwizd przerwał powietrze, zapowiedź, że jedziemy. I właśnie w tym momencie wszyscy odczuli okropny ból, zdając sobie sprawę, że zostało się wyrwanym z domu. Religijni Żydzi zaczęli się modlić. Wszyscy inni przysłuchiwali się z wielką czcią. Proszą Tego, którego wielkiego imienia nie jesteśmy godni wymawiać, żeby nam pomógł. Po drodze stoją młodzi katolicy i patrzą w okienka tych wagonów i przeciągają ręką po szyi; lęk ogarniał wszystkich, którzy widzieli ten obraz.
Pociąg stanął i na chwilę przestaliśmy oddychać ze strachu, zęby zaczęły szczękać a serca zaczęły bić w przyśpieszonym tempie. Masa z tych wagonów czeka z uczuciem śmiertelnego strachu na to, co się wydarzy. Z okienek wyglądają przestraszeni i zawiedzeni Żydzi z narodu skazanego na śmierć. Szukają w tej nocnej ciemności promieni światła. Nadaremna jest ta nadzieja i szukanie. Wagony od czasu do czasu zostają oświetlone przez tych niemieckich bandytów i po północy słychać gwizd lokomotywy i jedziemy dalej.

Rowy przeciwpancerne

Przybyliśmy do Bełżca, wagony zostały otwarte, bicie towarzyszyło naszemu wyładunkowi. Ja się pośpieszyłem i wyskoczyłem z wagonu tak, że uniknąłem kilku nahajek przez plecy. I to było nasze przywitanie, które SS - mani przygotowali dla przyszłych aresztantów.
Zaczęło świtaćwyrastają druty kolczaste. Przed kuchnią, która była w środku podwórza rozdzielają herbatę. Wielkie masy stoją w kolejkach i martwa cisza panuje dookoła. Zaczyna się szum. Stać. Spokojnie stać! Czapki z głów. Potem przychodzi rozkaz czapki nałożyć i apel się skończył.
Bełżec leżyna drodze z Tomaszowa Lubelskiego do Lubyczy Królewskiej na górnej linii Warszawa - Lwów. Przed I wojną światowa tędy przebiegała granica, która oddzielała dwa wielkie imperia: Rosyjskie i Austro - Węgierską Monarchię. Mała stacja kolejowa wyrzucona poza większe centrum drzemała między sosnowymi lasami. Była otoczona wieloma wsiami. Miejscowość ta predysponowana była do celów leczniczych
W roku 1940 niemiecko - rosyjska granica przebiegała 600 mil od stacji kolejowej. Do czasu mojego przybycia Bełżec był obozem pracy. Praca polegała na kopaniu rowów o głębokości 3 metrów, jako zapór przeciwczołgowych wzdłuż odcinka bełżeckiego z niemieckiej strony. I tak po stronie niemieckiej ziemia była niej gliniasta - lepiej było kopać, natomiast po rosyjskiej stronie była ostra ściana i dlatego tego mordercy spędzali do Bełżca dziesiątki tysięcy Żydów z całej Generalnej; latem 1940 roku 300 Żydów ze Szczebrzeszyna.
Do jakich celów zostały przeznaczone te doły te doły? Czy mordercy szykowali się do obrony? Rozszerzano wiadomości, że te umocnienia są przeciwko Rosjanom. W tym samym czasie w Kancelarii Hitlera leżał już gotowy plan Barbarossa o ataku na Związek Radziecki. Niemcy już przygotowywali miejsce na masowe groby dla ich ofiar. W późniejszym okresie doły zostały wykorzystane do tego celu. Przeciwpancerne rowy służyły służyły jako groby masowe dla Żydów, w tym i szczebrzeszyńskich.

Produktywizacja na wzór niemiecki

Budynek, w którym ja byłem stanowił stara budowlę, która została zamieniona w obóz, a pośrodku hali przeprowadzono szyny. My - aresztanci nazywaliśmy ten budynek "parowozownią". Trzypiętrowe nary wypełniły tę halę. Podwórze było ogrodzone drutem kolczastym. Na podwórzu był duży basen z woda, a z drugiej strony znajdowała się droga między częścią obozu, młynem i szosą, która prowadziła do Tomaszowa Lubelskiego i dalej do Rawy Ruskiej.
Większość szczebrzeszyńskichŻydów znalazła się w młynie, a w tej parowozowni między innymi byli szczebrzeszyńscy ludzie : Motełe Szojchet, Dawid Lejb, Baruch Fink i ja.
Tego dnia, którego ja przybyłem do Bełżca na białym koniu wjechał ten sadysta i morderca z obozu przy ul. Lipowej w Lublinie - Obersturmbannführer SS Dolf. Tego białego konia podarował mu Judenrat w Lublinie. Jego twarz była jakby zamarznięta, jego spojrzenia były bez wyrazu, jakby nieruchomej statuy. Nie zwracał się w żadną stronę - oglądał nowo przybyłe ofiary. W jego zdegenerowanej głowie już była myśl o zadaniu cierpień tym nieszczęśliwym.
Lubelska społeczność żydowska już uprzednio miała to nieszczęście spotkać to zwierzę w ludzkiej postaci i poznać jego działalność na Lipowej 7. Do jego "dobrych" uczynków należało rozstrzelanie uwolnionych żydowskich jeńców wojennych, którzy z jego polecenia zimą byli pędzeni z Lublina do Białej Podlaskiej. Ich krwią znaczyła się droga na której większość z nich została rozstrzelana.
Pod rozkazemtego oto człowieka - dzikiego zwierzęcia szczebrzeszyńscy Żydzi mieli być produktywni. Oddział SS i Volksdeutsche pokazali nam kolosa o wielkiej głowie z pięściami. Jedną i druga pięścią był gotowy w każdej chwili wybić nam zęby. On nie umiał mówić. Jego pięści były cięższe od jego niemieckiej mowy.
Volksdeutsche zwani "Służbą Specjalną", których nazywaliśmy czarnymi według ich czarnych uniformów to była mieszanina bandyckiej słowiańskiej krwi z niemiecką wściekłością, którą odczuliśmy na naszych kościach; byli zmiękczani łzami i krwią żydowskich [więźniów?] przywiezionych z całej Polski.
Przez cały czas pobytu w obozie szczebrzeszynianie trzymali się dumnie, koleżeńsko; wszyscy stanowili zgraną społeczność. Dzieliliśmy się z głodnymi ostatnim kęsem chleba.

Taniec śmierci

Do pracy zwykliśmy wychodzić w świetle księżyca odprowadzani uderzeniami i przekleństwami. Cierpieliśmy też na różne choroby, z głodu, od wszy, w nocy na twardych deskach, w brudzie - w nocy nie można było odpocząć, nasze kości były zmęczone po ciężkim dniu roboczym. W środku nocy odbywały się rozstrzeliwania.
Do czasu mojego przybycia w obozie było około 300 Cyganów z rodzinami. SS - mani zwykli o północy wyprowadzać młode Cyganki z baraków i zmuszać je do rozebrania się - prowadzili je do kąpieli. Podchmieleni esesmnai gwałcili je wymęczone po całodziennej pracy, śmiertelnie zmęczone... Myśmy nie mogli przez te orgie odpowiednio wypocząć.
Lubelski Żyd na skutek tych nieludzkich czynów odszedł od zmysłów. W jego psychice znikły te druty kolczaste, esesmani, obóz z jego żałosną rzeczywistością i jego umysł nie odbierał żadnego niebezpieczeństwa. Pewnego dnia rzucił się na te druty kolczaste gdy mordercza kula zastąpiła mu drogę. Zmarłe ciało zastrzelonego zostało położone na podwórzu koło basenu jako środek do odstraszenia uciekających.
Pewnej nocystrażnik, który stał w bramie wejściowej wyciągnął Hersza Sztajberga i jeszcze jednego młodzieńca, rozkazał im podnieść to zmarłe ciało z ziemi i tańczyć z tym ciałem.

Kiedy już was się pozbędziemy

Jest jesień, my kolonia niewolników odprowadzanych z krzykami, przekleństwami i strzałami w powietrze stoimy w deszczu gotowi do pracy, a nogi grzęzną w gliniastym błocie. Kiedy jeden z maszerujących staje - strzelają esesmani Wdeszczowyja chodziłem z Motełe Szojchet Nadjechał Obersturmbannführer Dolf na swoim białym koniu i zatrzymał się koło nas. Rozkazał moim dwóm przyjaciołom wyjść z szeregu. Żydzi muszą być weseli - wykrzyknął i kazał śpiewać. Oni przed mordercą zaśpiewali pieśń na kantorską melodię: "oj,oj,oj wrogu Izraela, kiedy już was się pozbędziemy..."Ten śpiew z dzikim odgłosem zabrzmiał w mokrym lesie; z sercem i duchem cierpiącym ci Żydzi śpiewali, tak jakby odseparowali się od tych okoliczności , które im towarzyszyły. Ku zdumieniu wszystkich morderca Dolf krzyknął: "Jude! dobrze śpiewacie". Wtedy rozkazał Motełe Szojchet , żeby sam coś zaśpiewał; Motełe nie mógł ze strachu wydobyć z siebie głosu. U Dolfa oczy zabiegły krwią, szarpnął konia w kierunku Motełe i chciał, żeby koń go stratował. Bił go kańczugiem aż do krwi, przeklinał najbardziej soczystymi przekleństwami. Szarpnął konia i znikł.
W czasie t wściekłości Dolf zwykł wyciągać nahajkę i bić swego własnego psa, a gdy to nie wyciszyło jego morderczego instynktu to bił ta nahajką drzewo w lesie tak długo, aż upadł z niemocy. Swoje sadystyczne nawyki zwykł przedstawiać w następujący sposób: stawiał na żydowskich głowach butelki z woda i z daleka celował ze swego pistoletu. Ile to śmiertelnego strachu musiały przeżywać te cierpiące ofiary. Nie jeden raz zamiast rozbitej butelki z woda była rozstrzelana głowa Żyda.
Do jego sadystycznych przyjemności należało też patrzenie na więźniów u siebie w piwnicy domowej, gdzie przetrzymywał ich nie dając żadnego jedzenia; niektórzy z nic przeżyli tylko dzięki jego żonie, która zwykła w największej tajemnicy dawać tym zamkniętym w piwnicy kawałek chleba z wodą.
Od czasudo czasu udało mi się odwiedzić szczebrzeszynian, którzy znajdowali się we młynie. Jednego razu wieczorem pomogłem ciągnąć kuchnię polowa z parowozowni do młyna, był to jedyny sposób, który umożliwił mi spotkanie. Umówiliśmy się ze współobywatelami z mojego miasta o czym będziemy mówić na wypadek, gdy Niemcy stwierdzą że jestem pośród nich, i postanowiłem pracować u nich. Kiedy ci wszyscy, którzy ciągnęli kuchnie polowa przygotowali się do powrotu, to najstarszy z tej grupy widząc, że brak jednego zameldował o tym esesmanowi
Przy mojej najlepszej woli już nie wolno mi było iść z powrotem. Esesman od razu zarządził apel - zapalono reflektory i wydano rozkaz ustawić się w szeregu według miast i miasteczek. Każda grupa oddzielnie. Esesmani przez głośnik meldowali: to miasteczko, które nie wyda dodatkowego człowieka, który przybył, to w tej grupie zostanie rozstrzelanych dziesięciu ludzi. Ustawiłem się w szczbrzeszyńskiej grupie i nie znalazł się nikt, kto by mnie wydał. Kiedy esesmani pytali czy wszystko w porządku - dostawali odpowiedź "ja".
Cała grupa stała i drżała z napiętymi nerwami. Kiedy SS - mani przeglądali i nie znaleźli tego tego przestępcy, to zarządzili, żeby każdy z grupy przeszedł przed tym żądnym krwi Dolfem. Kiedy przyszła kolej na mój rząd ja z przymuszoną bezczelnością przeszedłem przed komisją oświetlony wielkim światłem, gdyż na wadze mojego losu leżało życie albo śmierć. Nie dałem nic po sobie poznać. Na pytanie esesmana: czy to jest ten pies? Nie ten - odpowiedziałem i uczułem, że życie zostało mi podarowane.

Niewyobrażalne czyny złoczyńców

Oprócz naszych dwóch lagrów w Bełżcu był też kombinat z lagrów , który rozprzestrzeniał się na olbrzymiej połaci ziemskiej. Lagry robocze w lasach były zamknięte i dookoła ogrodzone drutem kolczastym, pilnowane też przez uzbrojonych esesmanów. Jeśli ktoś spróbował wyjść to od razu go zastrzelono na miejscu. Na wszystkich odcinkach obozu pracują młodzi żydowscy ludzie. Goli, bosi, wychudzeni pół - szkielety.
W Bełżcu (...) czyny nawet przewyższały Oświęcim. Zwykli brać Żydów do wykopania wąskiego rowu i spychali człowieka do tego rowu, po czym zmuszali każdego więźnia żeby załatwił swoje potrzeby do tego rowu na tych zepchniętych , na głowy tych ofiar, a kto omówił wykonania tego czynu dostawał 30 batogów. I tak przez cały dzień znęcano się nad tymi nieszczęśliwcem, aż on udławił się... Trudno sobie wyobrazić te okropieństwa.
Każdej niedzieli esesmani przynosili kosze starych pomidorów i marchewek - pojedynczo wrzucali to na plac, gdzie skoncentrowani byli Cyganie. Na jeden pomidor rzucało się setki Cyganów i Cyganek. Przy tym zdarzały się bójki między tymi, którzy rzucali się na te pomidory i marchewki. Cyganki rwały sobie włosy z głowy, Cyganie bili się na pięści, a dzieci gryzły się zębami. Krzyki unosiły się do niebios. I to Niemcom przynosiło pewne zadowolenie.
Ze względu na złe odżywianie większa część szczebrzeszyńskiej młodzieży cierpiała na dezynterię, a a z panującego brudu większa część dostała świerzbu.

Przez rosyjską granicę

Okres jesieni i ciągłych deszczów, las, który mijamy idąc do pracy jest otoczony mgła i tylko przez krótką odległość z drugiej strony widać Sowietów. Dla nas strona rosyjska jest jak sen. Tam nie męczy się przecież Żydów. Od czasu do czasu słychać wystrzał i okrzyk "stoj". Ten okrzyk donosił się aż do nas.
Każdego razu idąc blisko granicy widzę po drugiej stronie jasny promień w ciemnościach. Wymyśliłem sobie, że to ten dzień, kiedy Szczebrzeszyńscy [Żydzi?] zostaną uwolnieni z obozu.
Już przez długi czas Judenrat pertraktował z esesmanami o tej sprawie chcąc wykupić naszą grupę. Moim planem było to, że jak szczebrzeszyńcy opuszczą Bełżec, to i ja ucieknę przez granicę. Ten dzień zrealizowania planu nadszedł.
Bodźca do tego dodał mi przypadek, kiedy esesman opowiedział mi historię o grupie Żydów, z którymi i ja pracowałem. On ładował swoją broń, a ja myślałem, że to są ostatnie minuty mojego życia. Wtedy ten esesman powiedział do mnie: " uważaj ty świnio! Jeśli to się wydarzy jeszcze jeden raz zaraz cię zastrzelę" Odpowiedziałem mu, że drugi raz to się już nie wydarzy.
Postanowiłemuciec wieczorem przy sprzyjających okolicznościach. Przygotowałem sobie chleb, cukier, papierosy na sposób nie praktykowany. Gdy powziąłem to postanowienie, to w nocy już nie mogłem spać. Mój towarzysz niedoli - Berl Zyngier pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego, był tym, któremu powiedziałem ostatnie szczegóły mojego planu o ucieczce.
W dzień po bezsennej nocy wyszliśmy do pracy - czekaliśmy na tę upragnioną chwilę, kiedy esesmani trochę się zapatrzą w druga stronę, i w tym momencie nadeszło to, że my odrzuciliśmy szpadle i zaczęliśmy szybko biec. Kiedy esesman to spostrzegł byliśmy już między gęstymi drutami kolczastymi poranieni i z rozerwanymi spodniami.
Oswobodziliśmy się z Bełżca i znaleźliśmy się w innych nieznanych okolicznościach.

***

Po latach tego nieszczęścia, zniszczenia i powrotu do znowu cichego Bełżca czasami można potknąć się o kości naszych najbliższych, którzy tutaj zostali - nie przeżyli tego bełżeckiego piekła.
Na wietrze galarecieje we mnie krew kiedy słyszę słowo "Bełżec". Ziemia bełzka na wieki połknęła i pokryła większą część świętych z naszego niezapomnianego miasteczka i z wielu innych miast i miasteczek z diaspory w Polsce.

opracowała Regina Smoter Grzeszkiewicz.




Strona Główna Okupacja

Wszelkie prawa zastrzeżone.



1. J. Byra, Na kirkucie. Tygodnik Zamojski 1991, nr 33
2. szczebrzeszyńską synagogę wzniesiono pod koniec XVI wieku
3. zebrać dziesięciu dorosłych Żydów - mężczyzn celem odprawienia modłów
4. Tomasz de Torquemada - wielki inkwizytor Hiszpanii od 1483 roku, słynny z okrucieństw szczególnie w odniesieniu do Żydów
5. Hans Frank...
6. pisał o tym dr Z. Klukowski pod datą...
7. stanowiła o "ochronie niemieckiej krwi, oraz niemieckim honorze". Ustawy norymberskie uchwalone przez Reichstag 15.09.1935 roku w Norymberdze stwierdzały, iż "obywatelami Rzeszy " mogą być jedynie " osoby krwi niemieckiej, lub pokrewnej". Uznanie za członka owej uporządkowanej większości wymagało wywodu genealogicznego. Ustawy norymberskie stanowiące wyraz koncepcji rasistowskiej ruchu narodowo - socjalistycznego dały podstawy do dyskryminacji ludności żydowskiej pozbawionej na ich podstawie praw publicznych. Wg. Mały oxsfordzki słownik historii świata w XX wieku. Londyn 1992 s. 430
8. O Żydach biłgorajskich...
9. komentarz p. Adama Altmana - tłumaczącego ten tekst: "w Warszawie tym, którzy pierwsi stawili się do wysiedlenia Niemcy dawali szynkę i chleb"