Strona Główna



WALERIA KOZIOŁ

ŻARTY PRAWDĄ OMASZCZONE.


Waleria Kozioł, mieszkanka Latyczyna. Swoje wiersze (a było ich sporo) pisane pół żartem pół serio porozdawała znajomym, trudno było zatem zebrać więcej. Te, które znalazły się w niniejszym zbiorku oddają aż nadto postawę autorki wobec życia, swoiste poczucie humoru, spojrzenie na trudne problemy jakie stwarza rzeczywistość w której przyszło nam żyć troszkę z humorem, troszkę na poważnie i to stanowi o ich ponadczasowej wartości. Czytając je nie możemy zachować się zupełnie obojętnie, zawsze zrodzi się jakaś reakcja... Wyjątek stanowi wiersz poświęcony ukochanemu synowi Krzysztofowi, który zginął śmiercią tragiczną w Kanadzie. W tym miejscu pragnę podziękować kierownik Biblioteki Publicznej Gminy Radecznica w Radecznicy Zofii Sykała, która udostępniła utwór dla potrzeb niniejszej publikacji.
O osobie poetki, jej twórczości tak wypowiada się zaprzyjaźniony z Rodziną Kozłów regionalista Stanisław Zybała: "mimo wszystko utalentowana wierszopiska. Potrafi ona w każdej chwili zrymować zaszłość dyskutowaną w dawnym gronie osób na każdy temat. Uczyni to na okoliczność imienin, urodzin, rocznicy ważnych wydarzeń, przecięcia wstęgi itp. robi to chyba od czasu jak nauczyła się pisać. Swoich rymowanek nie gromadzi w szufladzie, ale po napisaniu podrzuca je do ludzi. Mnie udało się zgromadzić na zamówienie. Mieszka w Latyczynie Kolonii w "Dworskiej Dolinie", w północnej rubieży wsi graniczącej z Radecznicą w starym domku z drewna. Jakiś czas temu zadzwoniła do mnie i wyrecytowała mi 3 najnowsze wiersze, pogadała też sobie ze mną ponad 30 minut. Potem pomyślałem by jej "produkcję" ocalić od zapomnienia..."

Regina Smoter Grzeszkiewicz

urywek z biografii
Z Wólki Czernięcińskiej w wieku 18 - lat tu przyjechałam
Z powiatu krasnostawskiego, gdzie maturę zdałam.
Wiadomo po maturze, rożnie to się zdarza,
Nie poszłam na studia - wyszłam za rymarza.
Bardzo się podobał młodziutkiej dziewczynie,
no i zamieszkałam w tej "Dworskiej Dolinie".

Nie mieszkam ja we wsi, nie mieszkam w miasteczku,
Mieszkam na kolonii w pobliżu laseczku.
Domek mój nie duży z drzewa budowany,
Tak dobrze mi służy - mój domek kochany.

Na zewnątrz ni wewnątrz niczym nie zachwyca,
Posesje Teść kupił od pana dziedzica.
Był rymarzem, który swój zawód rozsławił,
Domek w którym mieszkam jeszcze On postawił.
Śp. mąż Leon także był rymarzem,
Tylko 47 lat przeżyliśmy razem.

Ziemię teść spłacił ratami, dużo wydał grosza,
I tak powstała ta kolonia dworska.
No i na tej dworskiej niwie budowano chaty,
Konfigurację gruntów lodowiec wyrzeźbił przed laty.

Tak jakoś samo wyszło ta "Dworska Dolina",
To jest początek wioski Latyczyna.
Teraz tu są domy, kiedyś to były chałupki,
Tą doliną partyzanci szli w las do "Placówki".

Mieszkańcy tek kolonii jak była potrzeba,
Podawali w las wiadomość, a czasem i chleba.
Mam emeryturę, bo już jestem stara.
Gospodarstwo wspólnie z mężem synowi oddalam.

Drugiego syna już nie ma pomiędzy żywymi,
Jego ciało spoczywa w Kanadyjskiej Ziemi.
Została córka i syn, mieliśmy Ich troje,
Jak mogą, tak się troszczą o mnie obydwoje.

Ciągle tu mieszkam, no bo tak mi się podoba,
Nie może mnie stąd przegnać nawet i choroba.
Powiadają, żyć przecie nie można na wieki,
Umrzeć nie tylko, że zdrożała żywność i leki.

Nie wiadomo na ile sił do życia starczy,
Jestem ostatnią żyjącą z Koziołów starszej generacji.
W kraju, jak w kalejdoskopie wydarzenia się mnożą,
czasem dla siebie tak spisuje se - Waleria Kozioł.
ps. mam lat 78 - myślę nie dużo 22 do setki brak

trudne sprawy Polaków
Usiądź se Polaku i tak się zastanów,
po co wywożono nas do Kazachstanu. Co było przyczyna takiego wywozu,
W nocy o północy wśród siarczystych mrozów?

Dzisiaj wszystkim jest wiadomo, że byliśmy sami,
Żadne państwo nie ujęło się za nami.
Ta jałtańska trójka z Stalinem na czele,
Pogrążyła Polskę i to na lat wiele.

Niemcy się broniły, wątpliwości nie ma,
Nie ich przecież sprawą ta zbrodnia Katynia.
Mówią, że historia lubi się powtarzać,
mamy Smoleńsk, nikt nie lubi Polaków obrażać.

Także ciemne strony rządów w Polsce mamy,

Stan wojenny - napadliśmy tak na siebie sami.
Wtedy rząd pomyślał i ułożył składnie:
Władza się utrzyma, chociaż Naród padnie.

Bardzo trudne chwile dla narodu przyszły,
Po latach ogłosił to Sąd Niezawisły.
Walczył Rząd o władzę i nie liczył trupa,
Stan wojenny wprowadziła nam przestępcza grupa.

Osądu na prowodyrach dokonano wreszcie,
Zostawcie im ich "srebrniki", lecz mundur zabierzcie.
Jest powiedzenie od dawna między Polakami,
Że "prawdziwy Polak munduru nie splamił".

Świat wie, papież Polak jest błogosławiony,
A ksiądz Jerzy Popiełuszko za wzór postawiony.
Może kiedyś w świecie tak powiedzą o nas,
Że Polacy potrafili zło dobrem pokonać.

niech wszyscy pojmiemy tej zasady sedno:
Nie będąc jednakowymi stanowimy jedno.
Hymn, godło i flaga to symbole kraju,
Choć czasem niektórzy je przeinaczają.

Hymn próbowano już nucić nie w rytmie mazurka,
Orzeł w koronie znowu na sportowców koszulkach.
Tylko jakoś jeszcze nikt nie ma odwagi,
Aby przemalować kolor polskiej flagi.

Choć chcieli na biało, nie mogli dokonać,
Nie do pokonania jest biało - czerwona.
Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy,
Praw broniących Polski zmienić już nie pozwolimy.

Walczyli o nie żołnierze oraz partyzanci,
Narodowi o swe prawa [zadbać] także sił wystarczy.
Powiadali starzy ludzie, że tu w kraju Lecha,
narodowi pomagały i odgłosy echa.
"Choć Wojski róg odjął wszystkim się zdawało,
że wojski gra jeszcze, a to echo grało".
To echo o Polsce wiatr na świat rozdmuchał,
Łatwiej zniszczyć los Polaka niźli jego Ducha.

śmierć i złodziej
Tą przypowieść zapamiętasz
Z porodówki aż na cmentarz
Zajęty twoją osobą
Wciąż idzie złodziej za tobą.

Temu ukradł plastelinę
Innemu ukradł dziewczynę
Ukradł stołek i buławę
Dobre imię, nawet sławę

Kradnie co mu się nadarza
u pana, u gospodarza
Myśląc, że się nikt nie dowi
skradł rozum politykowi

Okrada biednych, bogatych
Nawet nieboszczyka kwiaty
Kradnie lepsze, kradnie gorsze
Przed wszystkim kradnie forsę

Dla swojej także wygody
Kradnie ładne samochody
Usiadł w swe lupy wpatrzony
Nie spostrzegł się z której strony

Przyszła właśnie śmierć do niego
Rzekła: "mam już dosyć tego"
Uśmiechnął się do niej ładnie
Myśląc, kosę jej ukradnie

Ale ona szybsza była
Do siebie go przytuliła
Rzecz ważną powiem ci teraz
Ty kradniesz, a ja zabieram

Kosa, to mój symbol taki
Odrzutowce mam jak ptaki
Nie trzeba mi się tak trudzić
Mam rakiety, atom, ludzi

Ludzi, którzy mi dopomagają
I dla zysku zabiją
Lecz i dla nich mam swa porę
Przyjdzie czas i ich zabiorę

Złodzieja mowa ta smuci
Chętnie by to wszystko rzucił
Lecz śmierć jest tak blisko niego
Myśli sobie, już nic z tego

Lecz nie daje za wygraną
I tak mówi: "biała damo
daj mi czasu chociaż chwilę"
Mówiąc patrzy na nią mile

Rzekła: "tyleś się natrudził"
No i złodziej się obudził
Już nie kradnie mili moi
Czemu? Bo się śmierci boi
31.05. 2010 rok

koń i rymarz
Konik owsem napędzany,
Kon po prostu jest kochany.
To jest bardzo mądre zwierze,
A rymarz konia ubierze.

Uprząż wyjazdowa zrobi,
I piękna uzdę do siodła.
Do pracy szor przysposobi,
By praca lżejsza być mogła.

Do bryczki naszelnik inny,
Do sanek janczary da.
One ostrzegać powinny,
Uwaga, to kulig gna!

Piękna pozycja ułana,
Podziwu jest godna.
Byłaby nie taka sama,
Na oklep bez siodła.

Kiedy były czasy zbrojne,
każdy rymarz szedł na wojnę.
Bo umiał wyprawić skórę,
I uszyć piękną kaburę.

Rymarzowi w taki czas,
Oficer kłaniał się w pas.
Nikogo to nie dziwi,
Szanowali go myśliwi.

ta do pasa przypinana,
Myśliwska torba skórzana.
To, co powiadali dawniej,
Ja tylko powtarzam.
Chłop, ksiądz oraz dziedzic
zawsze szanował rymarza.

Szpital w Radecznicy
Szpital w Radecznicy jest psychotropowy,
No bo się zajmuje chorobami głowy.
A wiadomo, z głową to jest wielka bieda,
niestety się głowy amputować nie da.

Mamy sztuczna nerkę, nawet sztuczne serce,
Ale sztucznej głowy ponoć nie ma jeszcze.
Zgóźta się doktory, niech to Rząd rozpatrzy,
najwyższe pobory winni mieć psychiatrzy.

obrona Poczty Polskiej w Radecznicy
Do zwiedzania naszej gminy
Już turystów zapraszamy
Tylko jeszcze rozwiążemy
Ten swój problem jaki mamy.

O co chodzi? ano o to
Że nam pocztę zabrać chcą!
Podpisali: starzy, młodzi
Bo się na to nikt nie godzi.

Nawet nie ma o tym mowy
Musi być Urząd Pocztowy!
Od zawsze był w Radecznicy
Powiat musi się z tym liczyć.

Prosimy więc Pocztę Polska o wyrozumienie
Bo inaczej Radecznica w Egipt się zamieni
Radecznica w czasie wojny
Wolności zawsze broniła.

Teraz mamy czas spokojny,
A Poczta od zawsze była
Mamy nawet kolorowe bileciki adresowe
Jak nam zmienią kod pocztowy.
To trzeba zamawiać nowe
Jakie? Jakieś kurierowe
A co to za polityka?
Kosztami bije w rolnika.

Nikt nie zyska, każdy straci
Droższe usługi pocztowe, no i trzeba więcej płacić!
Westerplatte się broniło nawet przez dni parę
Radecznicy będą bronić nawet ludzie stare.

jeszcze tylko tyle powiem:
jak nam pocztę zabierzecie
To się o tym Unia dowie
I majątku nie zbijecie.

będziemy lamentowali
I we dnie i w nocy
wszędzie będziemy szukali
Ratunku! , Pomocy!

więc serdecznie Was prosimy
Zmieńcie swoje zdanie
Serdecznie wam dziękujemy
Za uratowanie...

Wspierajmy przecie dziurę w budżecie
To nie jest rozprawa: między wójtem, panem a plebanem
To zupełnie co innego, po prostu jak skorzystać zna chorobie bliźniego.
Koncerny Farmaceutyczne, Aptekarze, Państwowy Fundusz Zdrowia,
Szpitale, Rząd, Lekarze Rodzinni i ci z Pogotowia.
Spór o recepty lekarskie między sobą wiodą
przede wszystkim o pieniądze, bo pieniędzy na leczenie ni mo,
Pacjent był ciężko chory no to nie wytrzymał.
Prawdę mówiąc na początek, to zarobiła firma "Wytwórnia Pieczatek",
Żniwo zbiera nowy wirus "Zdziwienie", czy wydać na lekarstwa, czy też na jedzenie?

A może jeszcze inna to domena chwili,
By starsi, albo chorzy trochę krócej żyli?
Tak dużo mówi się i pisze,
O tym grożącym kryzysie.
Czy Związki Partnerskie będą kraju silą,
Zalegalizować by mniej dzieci się rodziło.
Takie powiedzenie Polaków nie krzepi,
"Gdyby nas było mniej to byłoby nam lepiej".
Nie wiadomo jak by się w praktyce sprawdzało,
Łatwiej jest złamać patyk niźli miotłę całą.

Zdań by ując w cudzysłów cała eskapada,
Kłopot jakby tu przegnać chmurę na sąsiada.
A czasami chmur latem jest wielki dostatek,
A tu już Rząd nakłada deszczowy podatek.

Najbardziej Rząd rolników do rozpaczy zmusza,
Zapłać za deszcz, bieda tez jak na polu susza.
Jak ma się bronic biedny człek w potrzebie,
Rząd przecie podatki odgarnia dla siebie.

Jest takie powiedzenie, brzmi trochę nieładnie:
"Kto pod kim dołki kopie to i sam w nie wpadnie".
Powiadają, "fortuna też toczy się kołem",
Naród władzy ustali "podatek za stołek".
A jak się temu w rządzie sprzeciwiali będą,
To Naród samoczynnie zwoła Referendum.

Nie ma człek prost głowy tam do polityki,
Premier mówi, nie ma świętych krów. A są święte byki?
Stary człek o świętych krowach w opowieściach słyszał,
O krowach i tych, jak im tam Apisach.

Wiadomo być rządzącym to sprawa nie łatwa,
W Internecie hakerzy krzyczą o jakieś tam Akta.
Władze wiedzą o co chodzi i choć krzyki słyszą,
26 stycznia w Japonii te Akta podpiszą.
Popierając hakerów krzyczą ludzie młodzi,
Że tych Akt podpisanie wolności zaszkodzi.

Trudno już pojąc kto jest pokrzywdzony,
Hakerzy likwidują w internecie strony.
Nawet ważne, Rządowe potrafią poplątać,
Już ponoć banki boja się o swoje konta.

Człek biedny nie potrafi pojąc tego szczerze,
Jedno jest pewne "gołego nawet haker nie rozbierze".
Jeśli Rząd będzie robił co Mu się podoba,
Naród powie: "nich rządzi, ale samym sobą".

Prośmy by rząd zechciał dogadać się z nami,
Nie byłoby 'rekinów, płotek ni piranii".
Wiadomo, przecie wszyscy wodę lać lubimy,
Miast się kłócić, pluskajmy jak dobre delfiny.
ps. Reni to wierszyk od stryjenki
Ja się pluskać nie będę, bo nie mam łazienki

w kolejce
Byłam kiedyś u lekarza
czasem mi się to przydarza
Usłyszałam parę zdań:
Za mało we władzach pań

Starszy gość mówił niezbyt po cichu
Wyglądał jakby był po kielichu
Przyjdzie na świat kara z batem
Będą baby rządzić światem

Chłopy dzieci wychowywać
No i spadnie popyt piwa
Młody pan był obok niego
Śmiał się z powiedzenia tego

Rzekł starszy, ja już tego nie dożyje
Pan na emeryturze piwka nie wypijesz
Wzrasta kryzys gospodarczy
I na jedzenie nie starczy

Młody rzekł, ja mam nadzieje
Kryzys wnet się zestarzeje
Może jeszcze tej jesieni
Coś się w polityce zmieni

Nie wiem jak się owa rozmowa skończyła
Weszłam do gabinetu, bo moja kolejka była

pozostałość
Jak wieść gminna niesie,
Wieści się nie mylą.
Został po Geesie handlowy pawilon,
Reszta już prywatne - prywatna piekarnia,
A przydałaby się jeszcze rzeźnia i piekarnia.

Krzysztof Jan Kozioł
Między Stanami Zjednoczonymi
A obszarami Kanadyjskiej Ziemi
Biegnie granica
na niej biały krzyż
Tam zginął Syn mój
A zwali go Kris
Pod krzyżem kwiaty biało - czerwone
Kolor polskości
Twe dzieci rodzone ten krzyż przyniosły
Kwiaty postawiły
Twe dzieci Krzysiu bardzo Cię lubiły
Wyjechałeś aby lepsze życie miały
Na pewno będą o tym pamiętały
Zostaliście już w kanadzie na stałe
dzieci są dorosłe, czyli że niemałe
Już nie przyjedziesz do Latyczyna
Bo Cię już Krzysiu wśród żywych nie ma
Śmierć zaskoczyła Cie podczas pracy
Biały krzyż miejsce Twej śmierci znaczy
By można ze śmiercią podyskutować
Aby Ci chciała życie darować
By zamiast Ciebie wzięła matkę starą
A Twoje życie by ocalało
Byś kiedyś starym także być mógł
Niestety inne plany miał Bóg
W cichości godzę się z Bożą Wolą
Choć serce się kraje i oczy też bolą
Miałam dzieci troje, zostało mi dwoje
Kocham Was nad życie, bo to skarby moje
A grób Twój Krzysiu w Kanadyjskiej Ziemi
Ja stoję przy nim myślami moimi
A ze mną razem siostra Twa i brat
Poprzez oceany lecą myśli w świat.

Wiersz drukowany był na łamach "Tygodnika Społeczno - Kulturalnego Polonii Zachodniej Kanady", Nr 684 z dnia 8 listopada 2008 roku. Waleria Kozioł napisała go po śmierci ukochanego syna Krzysztofa Jana, który mieszkał w Kanadzie w Surrey, zginął w tragicznym wypadku 9 maja 2008 roku podczas wycinki pasa granicznego pomiędzy Kanadą a USA w Chilliwack. Kronikarz
O Kimś, kto się odważnie naraża
By uchwycić coś, co wszystko przeminie.
Ja chciałabym wspomnieć kogo? Kronikarza,
Dzięki któremu wiemy coś o naszej Gminie.

O naszej Gminie i o danych czasach.
O wielkich i małych, którzy tu mieszkali,
O tych, co ich kryją mogiły po lasach,
I o tych, co się ze wszystkiego śmiali.

To on dostarczał zestawienia wrażeń.
O kim mowa? o Staszku Rozwarze.
To Stanisław Zybała - podobny do Miczurina
Takiego drugiego do tej pory nie ma.

Cóż dopadła Go choroba i cierpienie.
Choć włosy siwe to chód miał letki
, Dobrze Mu życzą i to wszyscy w Gminie.
Mówią daj radę, dociągnij do setki.

Bo jeszcze jesteś potrzebny potomnym.
Jak być rozważnym, w trudnościach przytomnym.

Bezkonfliktowo przejść przez trudny czas,
Bo przecie takie wiadomości masz,
W młodości w tym ogrodzie pracowałeś,
Piękny był, pewnie go nie zapomniałeś!

A teraz, gdy tu mieszkasz, bo są tutaj mieszkania,
Być może masz chwile do powspominania.
No wiesz, że zdrowiem to rożnie bywa,
Lecz trudności są po to by je pokonywać.

Ktoś kiedyś powiedział, tylko nie wiem komu,
Nie miał w życiu kłopotu - nie korzystał z rozumu.
mam więc dla ciebie tyle uznania,
Bibliotekarz i kronikarz i to z powołania.

wspólny dołek
Chłopska dola zawsze marna,
Chłop n siłownie nie chodził.
Dawniej zboże mełł w żarnach,
Teraz to mu się powodzi?

Przeminęły już te dni,
Był młyn choć w co drugiej wsi.
Bryl w Gorajcu, w Latyczynie,
W Zakłodziu, dwa w Szczebrzeszynie.

Teraz niby kropla w morzu,
W gminie jeden - na Zaporzu.
Jeśli myślisz o pieczeniu,
To jest jeszcze młyn w Smoryniu.

Dobry młyn, bo o nim mowa,
Jest nawet mąka tortowa.
To jest w pobliżu Frampola,
Trzymasz świnie trudna dola.

Ludzie do trudów przywykli,
Mają swoje "śrutowniki".
No i świniak się raduje,
Kiedy gospodarz śrutuje.

Lecz bledną chłopskie nadzieje,
Prąd elektryczny drożeje.
I nie ma tu chłopskiej winy,
Świniak lubi witaminy.

Trzeba kupić koncentraty,
Chłop ma ciągle w banku raty.
A tu procent coraz wyższy,
Świński dołek coraz niższy.

Władze co raz tam coś zmienią,
Już mylą chłopa ze świnią.

Oj, może się jeszcze trafi władza taka,
Że zadba o chłopa, jak chłop o świniaka.

Wszystko, co chłop produkuje,
Tanieje bez tłoku.
Teraz ponoć się znajduje,
Chłop ze świnią w dołku.
25 grudnia 2012 roku.

dobre zasady
Wedle stawu grobla,
A na grobli trawa.
Nie dostaniesz Nobla,
Bo to trudna sprawa.

Wiedziałeś wszak o tem,
Szanowny Alfredzie.
Jak to będzie potem,
Kto grobla pojedzie,
A za stawem rośnie.
Bardzo ładne drzewo
Ni wprost ni ukośnie,
Ni w prawo, ni w lewo.

Bo dziwne ma kształty
Ten przedziwny staw.
Obejść go to nie są żarty,
Trzeba go przepłynąć wpław.

Wskazówka dla potomności,
Tylko trzeba ja odczytać.
By nie omijać trudności,
Ale mocno w ręce chwytać.
Trudność postawiona,
By ja pokonywać.
Kto trudności swe pokona,
Ten dużo wygrywa.

Choć nie dostał Nobla,
Wygrał piękne życie.
Było niepodobna, A jest znakomicie.
Pokonał trudności,
Miał dobre zasady.
Czasem mu zazdrości,
Ktoś, kto nie dał rady.




Strona Główna Publikacje

Wszelkie prawa zastrzeżone.